*Alice*
Weszła do domu. Wydawało się, że nikogo nie ma, dziewczyna postanowiła się rozejrzeć. Wchodząc do pokoju potknęła się i wylądowała twarzą w stosie kości. Była przerażona. Przez dłuższą chwilę krzyczała, następnie wybiegła z pokoju. Mężczyzna w masce złapał ją i powiesił ją na haku na ryby. W bólu patrzyła jak ten wariat tnie jej przyjaciela na kawałki ...
Chłopaki, ja i Caroline siedzieliśmy przed telewizorem.
-Jaka ona jest głupia! Gdyby siedziała cicho i tylko wyszła z tego domu, to nic by się jej nie stało! - powiedziałam
- Racja. - dodała Caroline - Ale pewnie nie wiedziała, że ktoś może być w domu.
-Nie bądź taka mądra Al! Ciekawe jak ty byś zareagowała na taki widok.- odezwał się Niall
-Na pewno nie tak jak ona. - odpowiedziałam , mając nadzieję, że coś udowodnię.
-Macie ochotę coś zjeść? Może zamówię pizzę? - zapytał Zayn
*Jaki on jest przystojny i wogóle...*pomyślałam. Od dawna mi się podobał, ale jakoś nigdy nie nadarzyła nam się okazja, aby jakoś pobyć sam na sam. Rozpłynęłam się chwilowo w jego oczach i nic poza nimi nie widziałam.
-Alice ? Ty też chcesz tą pizzę? - spytał.
Ocknęłam się. - Tak, chętnie.
- Zamów dwie! Druga dla mnie . - krzyknąl Niall.
-Tu ziemia! Mimo tego, że on jest boski i wogóle, powinnaś się nieco skupić... - szepneła Caroline
-No wiem Car, ale czy ty widziałaś jego oczy ?! Są takie piękne...
Caroline uderzyła mnie poduszką, wróciłam na ziemię. Spokojnie wróciliśmy do ogladania filmu. Harry poprawiał fryzurę, Zayn przysnął, Louis zasłaniał oczy, Niall próbował nas straszyć, a Liam go uspokajał. Ja i Car wydawałyśmy się być najnormalniejszymi osobami w pokoju. Usłyszeliśmy dzwonek do dzwi, był to dostawca pizzy. Liam zapłacił, a my rzuciliśmy się na jedzenie. Późnym wieczorem wróciłyśmy z Caroline do domu.
Rano obudził mnie dzwonek mojego telefonu. To była Angie. Odrzuciłam połączenie i obróciłam się na drugi bok. Lecz ona dzwoniła dalej
-Hej! Co dziś robisz? Chciałabyś gdzieś iść? Na lody, do kina, na spacer ? - usłyszłam jej głos.
-Angie! Powoli... Nie obudziłam się jeszcze. - odparłam zaspanym głosem
-Wybacz. Więc, masz jakieś plany na dziś? - zapytała
-Nie, chętnie gdzieś się z tobą wybiorę. - odpowiedziałam
- No to dobrze. Wpadnę koło 15. Całuski, paa.
Nie zdążyłam jej nawet odpowiedzieć , gdy się rozłączyła. Poranek był taki jak każdy. Caroline robiła śniadanie, a ja przygotowywałam się do pracy. W samochodzie Car zaczęła coś gadać o tym, jak to co czuję do Zayna może zniszczyć naszą przyjaźń, a ona tego nie chce. Nie miałam ochoty jej słuchać, odpowiedziałam jej "Serce nie sługa" i zmieniłyśmy temat. Wysiadłam pod szkołą, rzuciłam zimnym "Do zobaczenia w domu" i zamknęłam drzwi. W pracy wiało nudą, ale musiałam się postarać, przecież jakoś trza zarabiać.
Po południu spotkałam się z Angie.
- Co tam nowego u ciebie słychać? - zapytała
- Wszystko po staremu. Chodzę do pracy, razem z Caroline spotykamy się z chłopcami ... nic ciekawego. - snułam
- A propos, jak tam Zayn ? - zapytała, coś sugerując .
- Nijak... wciąż jesteśmy tylko przyjaciółmi. - odpowiedziałam zawiedziona
- Nie martw się, to może się zmienić w każdej chwili.
- Taaa, jasne. Dziś rano Car mówiła, że przez moje uczucia mogę zniszczyć naszą przyjaźń. Teraz jest mi trochę głupio i tak właśnie myślę ...
- Ona ma trochę racji, ale jeżeli on też coś do ciebie poczuje, to nic się nie stanie. - pocieszała mnie Angie.
- Tak... dokładnie. Losowi trzeba czasem pomóc ... - uśmiechnęłam się szyderczo
Obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Skierowałyśmy się w stronę kawiarni. Gdy przechodziłyśmy przez ulicę wypadł mi telefon. Postanowiłam, że się wrócę. Nastepną rzeczą którą pamiętam to krzyk Angie i pisk opon.
Nastała ciemność.
Dedykuję ten rozdział mojej jakże kochanej przyjaciółce, która męczyła mnie nie wiadomo jak długo, abym go dodała.
Chciałabym poinformować, iż rozdziały będą dodawane co tydzień, bądź dwa. Prawdopodobnie będą się pojawiały na blogu w soboty, bo w tygodniu jestem zajęta nauką. (Taa, oszukujmy się dalej ;D). I to tyle ;)
poniedziałek, 29 października 2012
sobota, 27 października 2012
Prolog.
Rok temu na wakacjach w Londynie, ja i Caroline poznałyśmy piątkę najfajniejszych kolesi ever. Spędzaliśmy razem mnóstwo czasu, ale niestety, wszystko co dobre się kończy. Musiałyśmy wrócić do Polski. Dziś jesteśmy na lotnisku w Krakowie gdzie zmierzamy ku Anglii. Chłopcy załatwili nam mieszkanie niedaleko nich, więc towarzystwa nam nie zabraknie.
Najgorsze w wyjazdach są pożegnania, ani moi rodzice, ani rodzice Car nie znosili zbyt dobrze naszego wyjazdu. Nasze mamy miały zapłakane oczy, a ojcowie grymasy na twarzach. Samolot miał wylatywać za 10 minut, więc musiałyśmy już kierować się w stronę odprawy. Obiecałam mamie, że będę codziennie wchodziła na skype'a aby z nią pogadać, przytuliliśmy się w trójkę. Było mi trochę smutno wyjeżdżać, ale równocześnie nie mogłam się już doczekać ...
Najgorsze w wyjazdach są pożegnania, ani moi rodzice, ani rodzice Car nie znosili zbyt dobrze naszego wyjazdu. Nasze mamy miały zapłakane oczy, a ojcowie grymasy na twarzach. Samolot miał wylatywać za 10 minut, więc musiałyśmy już kierować się w stronę odprawy. Obiecałam mamie, że będę codziennie wchodziła na skype'a aby z nią pogadać, przytuliliśmy się w trójkę. Było mi trochę smutno wyjeżdżać, ale równocześnie nie mogłam się już doczekać ...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)