*Alice*
Minęło kilka dni, spędzonych na płaczu i bólu spowodowanym cukierkowymi czułościami między Niallem i Demi, oraz Car i Lou. Nie miałam nic przeciwko tym drugim ... Cieszyłam się z ich szczęścia, ale bolało mnie to, że często chodzili na podwójne randki z Irlandczykiem i Demi. Car wiedziała o moich uczuciach i nie miała najmniejszej ochoty wybierać się nigdzie z Blondynem, ale Lou ją prosił. Musiałam to znosić. Pewnego dnia Car opowiedziała Lou - jak się później dowiedziałam - o tym, że " zakochałam się w chłopaku, który ma dziewczynę i na pewno na mnie nie spojrzy ". Muszę jej podziękować za to, że teraz mam przez nią niską samoocenę. Mam w dupie co inni o mnie myślą, chyba że przyjaciele... i chyba, że chodzi o miłość, wtedy potrafię się nawet załamać.
Pewnego dnia Car ,po podwójnej randce, wpakowała się do domu jak oszalała, jakby dopadło ją poczucie winy. Nie miała ochoty ze mną rozmawiać i stwierdziłam że to podejrzane.
-Car? - nie odwróciła się. - Car spójrz na mnie! - nadal nie uzyskałam żadnej odpowiedzi. - Caroline co się dzieje do cholery!? - wykrzyczałam. Dopiero wtedy podniosłą głowę i zauważyłam na jej twarzy zakłopotanie i smutek. - Powiesz mi co się stało? - ściszyłam głos.
-Lou zapytał się mnie, czemu jesteś taka zdołowana. W obecności Nialla i Demi oczywiście. I powiedziałam mu wszystko. - mówiłą spuszczając głowę.
-Co? Czekaj, co masz na myśli mówiąc " wszystko" ? - zapytałam spokojnie, chociaż czułam że za chwilę wybuchnę.
-No opowiedziałam, że zakochałaś się w takim chłopaku, ale on już ma dziewczynę i nie masz u niego szans... - przerwałam jej.
-No wielkie dzięki... - sarkastycznie warknęłam.
-Przepraszam. - opuściła nieco głowę i kontynuowała - Wtedy Lou zapytał, czy oni mogą go znać, powiedziałam, że nie. I... i wtedy... Demi zaproponowała, żebyśmy ci kogoś poszukali, a ja się zgodziłam. - powiedziała na jednym oddechu. Szeptem dodała: - Tylko mnie nie bij...
-Nie mogę w to uwierzyć... To jest genialne! - wtedy na twarzy Caroline pojawił się uśmiech.
-Serio? - zapytała niedowierzając.
-Tak, jesteś niesamowita. W ten sposób będę mogła zapomnieć o Niallu... przynajmniej taką mam nadzieję.
Od razu wzięłyśmy się do szukania kandydatów. Znalazłyśmy kilku i postanowiłam umówić się z nimi wszystkimi na randkę. Postanowiłam także, że jutro pogodzę się z Demi, zrobię to, aby nie zniszczyć już resztki mojej przyjaźni z Niallem.
***
-Hej, Demi. - odparłam.
-Czego chcesz? - widocznie nie paliła się do rozmowy ze mną.
-Chcę cię przeprosić, za wszystko. - powiedziałam uśmiechając się - I chciałabym, abyśmy się pogodziły.
-Serio? - odparła z niepewnością.
-Tak. Jesteś naprawdę fajną dziewczyną i chciałabym, żebyś była moją przyjaciółką. - wyszczerzyłam zęby, ale szczerze.
-Chętnie Alice, naprawdę mi miło. - uśmiechnęła się i przytuliła mnie.
Czułam, że postąpiłam dobrze. Może nie będę znosić jej jako dziewczyny Nialla, ale jako Demi jest naprawdę w porządku. Przez następne 2 godziny rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się. Naprawdę dobrze się z nią bawiłam.
Hej ;* Napisałam taki tam sobie rozdział, bo miałam tycią wenę. Ogłaszam wszem i wobec, że po nowym roku mój blog będzie przepełniony nowymi postami. Postanowiłam, że zakończę go w momencie gdy większość rzeczy się rozwiąże. Może później wznowię go i zrobię coś w stylu 2 sezonu. Więc oczekujcie notki w nowy rok! Komentujcie, bo uwielbiam czytać wasze opinie itd. Kocham was ;*
piątek, 27 grudnia 2013
czwartek, 12 września 2013
Rozdział 17 / krótka przerwa.
*Alice*
-Że co? - zapytałam zszokowana.
-No... wychodzę za mąż. - uśmiechnęła się Angie.
-Dobry żart, Ange. Przestań nas drażnić. - odparła Car.
-Ale ja nie żartuję. - Po tych słowach Car i ja znów zamarłyśmy - Opowiem wam wszystko, ale czy mogę najpierw usiąść?
-Jasne, rozgość się. - odparłam - Napijesz się soku? - zapytałam po chwili. Angie kiwnęła twierdząco głową, po czym udałam się do kuchni. Wrócilam ze szklanką soku, położyłam ją na stoliku i przysiadłam się do dziewczyn. Angie zaczęła nam opowiadać o swoich wakacjach:
*Angie*
-Podczas mojego pobytu nad morzem odwiedziłam moją babcię. Spotkałam tam mojego starego znajomego Davida, który często się mną opiekował w dzieciństwie. Co wakacje przyjeżdżałam do babci i za każdym razem wychodziłam z Davem. Gdy dowiedziałam się że wyprowadzamy się do Anglii, byłam u babci. Pierwszą rzęczą którą zrobiłam, było pobiegnięcie do mojego przyjaciela. Łzy płynęły mi po policzkach wiedząc, że już nie zobaczę ani jego, ani ciebie - Alice.
-Aww, też cię kocham. - przerwała mi Al, i nasza trojka wybuchła śmiechem. - Kontynuuj skarbie. - zachęciła mnie.
-No wiec.. opowiadałam mu wszystko rzewnie płacząc. On cały czas mnie przytulał. Miałam wtedy 14 lat, a on 18. Nie wiem co mi wtedy strzeliło do głowy, ale go pocałowałam. Jemu to nie przeszkadzało, odwzajemnił pocałunek. Była to moja pierwsza miłość. Gdy się żegnaliśmy, szepnęłam do niego "Nie zapomnij o mnie" odpowiedział mi tylko pocałunkiem.
-To urocze. - wzdychała Car.
-No i... nie widzieliśmy się od tamtej pory. Gdy go spotkałam, czułam się jakby tysiące motylków szalenie latało w moim brzuchu. Oczywiście natychmiast rzuciliśmy się sobie w ramiona. Spędzaliśmy ze sobą dużo czasu. Pewnego dnia powiedział mi, że mnie kocha i zawsze chce być ze mną. Oświadczył mi się, a ja się zgodziłam. - skończyłam opowiadać i spojrzałam na dziewczyny. Ich miny przypominały wzruszone kobiety w komediach romantycznych.
-Szczerze mówiąc... - zaczęła Alice - Na początku myślałam, że to trochę głupiutkie, aby wychodzić za mąż w twoim wieku, ale jeżeli jesteś pewna swojej decyzji i naprawdę go kochasz, to w stu procentach cię popieram. -uśmiechnęła się do mnie i wykonała gest rękoma, sugerując, że mam ją przytulić. Dziewczyny były zadowolone i cieszę się z tego powodu, są jednymi z najważniejszych osób. Kocham je i ważne jest dla mnie ich zdanie ...
A więc... po pierwsze: cieszę się niezmiernie z faktu, że w opowiadaniu będzie weselicho, bo dramatów nie zabraknie. SPOILER: Chłopcy chyba w końcu przyjadą do Polski! Hahaha ;p
Po drugie: Robię sobie krotką przerwę, aczkolwiek nie usuwam bloga. Przyznam szczerze, że powodem jest to, że brakuje mi weny do tego opowiadania. Nie będzie mnie przez jakiś czas, może 2 miesiące. W tym czasie możecie polecić mojego bloga znajomym, było by mi baardzo miło ;)
Po trzecie: Zachciało mi się założyć nowego bloga, więc to zrobiłam... -> http://deathly-secrets.blogspot.com/. Obczajcie sobie ;) Jest on inspirowany Pretty Little Liars i The Lying Game. Jeżeli znacie fanki książek, bądź seriali, to możecie im podesłać linka. Za niedługo pojawi się prolog. Jeżeli będę już coś pisała to wyląduje to właśnie tam.
Do zobaczenia za jakiś czas, kocham was ;*
-Że co? - zapytałam zszokowana.
-No... wychodzę za mąż. - uśmiechnęła się Angie.
-Dobry żart, Ange. Przestań nas drażnić. - odparła Car.
-Ale ja nie żartuję. - Po tych słowach Car i ja znów zamarłyśmy - Opowiem wam wszystko, ale czy mogę najpierw usiąść?
-Jasne, rozgość się. - odparłam - Napijesz się soku? - zapytałam po chwili. Angie kiwnęła twierdząco głową, po czym udałam się do kuchni. Wrócilam ze szklanką soku, położyłam ją na stoliku i przysiadłam się do dziewczyn. Angie zaczęła nam opowiadać o swoich wakacjach:
*Angie*
-Podczas mojego pobytu nad morzem odwiedziłam moją babcię. Spotkałam tam mojego starego znajomego Davida, który często się mną opiekował w dzieciństwie. Co wakacje przyjeżdżałam do babci i za każdym razem wychodziłam z Davem. Gdy dowiedziałam się że wyprowadzamy się do Anglii, byłam u babci. Pierwszą rzęczą którą zrobiłam, było pobiegnięcie do mojego przyjaciela. Łzy płynęły mi po policzkach wiedząc, że już nie zobaczę ani jego, ani ciebie - Alice.
-Aww, też cię kocham. - przerwała mi Al, i nasza trojka wybuchła śmiechem. - Kontynuuj skarbie. - zachęciła mnie.
-No wiec.. opowiadałam mu wszystko rzewnie płacząc. On cały czas mnie przytulał. Miałam wtedy 14 lat, a on 18. Nie wiem co mi wtedy strzeliło do głowy, ale go pocałowałam. Jemu to nie przeszkadzało, odwzajemnił pocałunek. Była to moja pierwsza miłość. Gdy się żegnaliśmy, szepnęłam do niego "Nie zapomnij o mnie" odpowiedział mi tylko pocałunkiem.
-To urocze. - wzdychała Car.
-No i... nie widzieliśmy się od tamtej pory. Gdy go spotkałam, czułam się jakby tysiące motylków szalenie latało w moim brzuchu. Oczywiście natychmiast rzuciliśmy się sobie w ramiona. Spędzaliśmy ze sobą dużo czasu. Pewnego dnia powiedział mi, że mnie kocha i zawsze chce być ze mną. Oświadczył mi się, a ja się zgodziłam. - skończyłam opowiadać i spojrzałam na dziewczyny. Ich miny przypominały wzruszone kobiety w komediach romantycznych.
-Szczerze mówiąc... - zaczęła Alice - Na początku myślałam, że to trochę głupiutkie, aby wychodzić za mąż w twoim wieku, ale jeżeli jesteś pewna swojej decyzji i naprawdę go kochasz, to w stu procentach cię popieram. -uśmiechnęła się do mnie i wykonała gest rękoma, sugerując, że mam ją przytulić. Dziewczyny były zadowolone i cieszę się z tego powodu, są jednymi z najważniejszych osób. Kocham je i ważne jest dla mnie ich zdanie ...
A więc... po pierwsze: cieszę się niezmiernie z faktu, że w opowiadaniu będzie weselicho, bo dramatów nie zabraknie. SPOILER: Chłopcy chyba w końcu przyjadą do Polski! Hahaha ;p
Po drugie: Robię sobie krotką przerwę, aczkolwiek nie usuwam bloga. Przyznam szczerze, że powodem jest to, że brakuje mi weny do tego opowiadania. Nie będzie mnie przez jakiś czas, może 2 miesiące. W tym czasie możecie polecić mojego bloga znajomym, było by mi baardzo miło ;)
Po trzecie: Zachciało mi się założyć nowego bloga, więc to zrobiłam... -> http://deathly-secrets.blogspot.com/. Obczajcie sobie ;) Jest on inspirowany Pretty Little Liars i The Lying Game. Jeżeli znacie fanki książek, bądź seriali, to możecie im podesłać linka. Za niedługo pojawi się prolog. Jeżeli będę już coś pisała to wyląduje to właśnie tam.
Do zobaczenia za jakiś czas, kocham was ;*
wtorek, 13 sierpnia 2013
Rozdział 16. / info.
*Alice*
Starałam się być szczęśliwa. Car i Lou byli razem, byli szczęśliwi, a to uszczęśliwiało mnie. Jednak jedna rzecz... raczej osoba nie pozwalała mi być w pełni szczęśliwą... Niall. Patrzyłam sobie na niego i Demi... Wyglądają razem tak słodko, że aż od samego patrzenia dostaję cukrzycy i skacze mi cholesterol. Nie chcę być słaba. A właśnie taką czyni mnie Niall, za każdym razem gdy na mnie patrzy, a co dopiero gdy ze mną rozmawia. Nie! Nie mogę o nim myśleć. Teraz mam zamiar tylko być szczęśliwą singielką, która ma facetów w dupie. Usłyszałam trzaskanie drzwiami, kroki i śmiechy. Caroline wróciła z randki, albo przyprowadziła ją do domu. Zeszłam na dół w dresie, męskiej koszulce i skarpetkach - tak chodziłam ubrana od soboty. Na dole moje kochane dzieciaczki się obściskiwały... cieszę się, że są szczęśliwi, ale tych czułości jest chyba odrobinkę za dużo.
-Ugh... widzę was całujących się tak często, jak mój ekran w laptopie. Czyli baaaardzo często. - mówiłam ironicznie - Nawet nie jestem pewna czy Lou kiedykolwiek odkleja swoje usta od twoich... - dodałam po chwili.
-Ha, ha, ha... właśnie odkleił. - odparła Car, wyraźnie zmieszana moją wypowiedzią. - Al, chłopcy jadą na koncert za... no, pojutrze, więc chcę się nacieszyć towarzystwem Louisa.
-Nie wyjeżdżają przecież na wojnę! To tylko dwa dni... - mówiłam uparcie - A zresztą... nie ważne. Zapomnij! - powiedziałam, czując się źle, za naskakiwanie na nią.
Położyłam się na kanapie i wpatrywałam w wyłączony ekran telewizora. Car pożegnała się z Lou, oczywiście nie obyło się bez całusa, czy dwóch. Przyjaciółka usiadła obok moich nóg, powiedziała, żebym usiadła. Usiadłam, a ona mnie przytuliła i mówiła, że wie jak jest mi ciężko i inne bzdury. Doceniałam to, ale przez to wychodziłam na osobę słabą, którą nigdy nie byłam. Podziękowałam, ale chciałam pobyć sama, więc poszłam do mojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko, jedna łza spłynęła po moim policzku, na więcej nie pozwoliłam, a moje myśli biegły przed siebie nie wiadomo dokąd.
*Caroline*
Dziś chłopcy pojechali na koncert. Co znaczy, że ja tęsknię za Lou... Al chyba ma rację, to się robi absurdalne. Nie moja wina, że ja się zakochałam w kimś, kto to uczucie odwzajemnia, a ona nie... Cofam to, nie powinnam była tak myśleć. Nagle w drzwiach pojawiła się Alice, cała w skowronkach.
-Co się stało? - zapytałam ją.
-Angie wróciła i chce się z nami spotkać. Wpadnie tu za 10 minut. - oznajmiła wesoło.
-Yay! To świetnie, tęskniłam za nią. - odparłam szczęśliwa.
Ogarnęłyśmy trochę nasze pokoje i salon. Nim się zorientowałyśmy minęło 10 minut. Rozległo się pukanie do drzwi. Z piskiem się powitałyśmy i przez kilka minut się tuliłyśmy. Byłyśmy szczęśliwe, w końcu Ange wróciła z miesięcznych wakacji. Pierwsze, co nam powiedziała to : "Wychodzę za mąż" i razem z Al zamarłyśmy.
Po pierwsze chciałabym przeprosić za nie dodawanie niczego przez jakiś czas. Z wakacji wróciłam jakiś miesiąc temu, ale nie miałam czasu, ani sił, aby cokolwiek dodać. Mam jeszcze jedną sprawę, a mianowicie... rozważam usunięcie bloga. Mam wiele pomysłów na historie na nowe blogi, ale nie mogłabym prowadzić ich za dużo. Na razie skupiam się na moim wspólnym blogu z Car http://alternatywnahistoriamagii.blogspot.com/ jest on o Harrym Potterze, chętnych zapraszam do czytania ;) Na razie to będzie tyle, chcę tylko powiedzieć, że mimo moich rozważań, dalej będę dodawała rozdziały, może w końcu stwierdzę, że nie chcę usuwać bloga, lub wręcz przeciwnie. Pożyjemy, zobaczymy. Kocham was i dziękuję za czytanie ;*
Starałam się być szczęśliwa. Car i Lou byli razem, byli szczęśliwi, a to uszczęśliwiało mnie. Jednak jedna rzecz... raczej osoba nie pozwalała mi być w pełni szczęśliwą... Niall. Patrzyłam sobie na niego i Demi... Wyglądają razem tak słodko, że aż od samego patrzenia dostaję cukrzycy i skacze mi cholesterol. Nie chcę być słaba. A właśnie taką czyni mnie Niall, za każdym razem gdy na mnie patrzy, a co dopiero gdy ze mną rozmawia. Nie! Nie mogę o nim myśleć. Teraz mam zamiar tylko być szczęśliwą singielką, która ma facetów w dupie. Usłyszałam trzaskanie drzwiami, kroki i śmiechy. Caroline wróciła z randki, albo przyprowadziła ją do domu. Zeszłam na dół w dresie, męskiej koszulce i skarpetkach - tak chodziłam ubrana od soboty. Na dole moje kochane dzieciaczki się obściskiwały... cieszę się, że są szczęśliwi, ale tych czułości jest chyba odrobinkę za dużo.
-Ugh... widzę was całujących się tak często, jak mój ekran w laptopie. Czyli baaaardzo często. - mówiłam ironicznie - Nawet nie jestem pewna czy Lou kiedykolwiek odkleja swoje usta od twoich... - dodałam po chwili.
-Ha, ha, ha... właśnie odkleił. - odparła Car, wyraźnie zmieszana moją wypowiedzią. - Al, chłopcy jadą na koncert za... no, pojutrze, więc chcę się nacieszyć towarzystwem Louisa.
-Nie wyjeżdżają przecież na wojnę! To tylko dwa dni... - mówiłam uparcie - A zresztą... nie ważne. Zapomnij! - powiedziałam, czując się źle, za naskakiwanie na nią.
Położyłam się na kanapie i wpatrywałam w wyłączony ekran telewizora. Car pożegnała się z Lou, oczywiście nie obyło się bez całusa, czy dwóch. Przyjaciółka usiadła obok moich nóg, powiedziała, żebym usiadła. Usiadłam, a ona mnie przytuliła i mówiła, że wie jak jest mi ciężko i inne bzdury. Doceniałam to, ale przez to wychodziłam na osobę słabą, którą nigdy nie byłam. Podziękowałam, ale chciałam pobyć sama, więc poszłam do mojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko, jedna łza spłynęła po moim policzku, na więcej nie pozwoliłam, a moje myśli biegły przed siebie nie wiadomo dokąd.
*Caroline*
Dziś chłopcy pojechali na koncert. Co znaczy, że ja tęsknię za Lou... Al chyba ma rację, to się robi absurdalne. Nie moja wina, że ja się zakochałam w kimś, kto to uczucie odwzajemnia, a ona nie... Cofam to, nie powinnam była tak myśleć. Nagle w drzwiach pojawiła się Alice, cała w skowronkach.
-Co się stało? - zapytałam ją.
-Angie wróciła i chce się z nami spotkać. Wpadnie tu za 10 minut. - oznajmiła wesoło.
-Yay! To świetnie, tęskniłam za nią. - odparłam szczęśliwa.
Ogarnęłyśmy trochę nasze pokoje i salon. Nim się zorientowałyśmy minęło 10 minut. Rozległo się pukanie do drzwi. Z piskiem się powitałyśmy i przez kilka minut się tuliłyśmy. Byłyśmy szczęśliwe, w końcu Ange wróciła z miesięcznych wakacji. Pierwsze, co nam powiedziała to : "Wychodzę za mąż" i razem z Al zamarłyśmy.
Po pierwsze chciałabym przeprosić za nie dodawanie niczego przez jakiś czas. Z wakacji wróciłam jakiś miesiąc temu, ale nie miałam czasu, ani sił, aby cokolwiek dodać. Mam jeszcze jedną sprawę, a mianowicie... rozważam usunięcie bloga. Mam wiele pomysłów na historie na nowe blogi, ale nie mogłabym prowadzić ich za dużo. Na razie skupiam się na moim wspólnym blogu z Car http://alternatywnahistoriamagii.blogspot.com/ jest on o Harrym Potterze, chętnych zapraszam do czytania ;) Na razie to będzie tyle, chcę tylko powiedzieć, że mimo moich rozważań, dalej będę dodawała rozdziały, może w końcu stwierdzę, że nie chcę usuwać bloga, lub wręcz przeciwnie. Pożyjemy, zobaczymy. Kocham was i dziękuję za czytanie ;*
niedziela, 30 czerwca 2013
Rozdział 15.
*Alice*
Ze łzami w oczach wracałam do domu. Nie wiedziałam, że tak naprawdę go pokocham... Po ciemku nie mogłam trafić kluczem do zamka. W końcu otworzyłam drzwi i ujrzałam tam Caroline siedzącą z głową w kolanach. Podeszłam do niej, usłyszałam jak szlocha.
-Hej, wszystko w porządku? - zapytałam przez łzy.
-Nie, siedzę sobie tutaj, aby moje kolana przesiąkły wodą. A jak ci się wydaje? - odparła sarkastycznie.
-Wybacz, co się stało? - zapytałam ją troskliwie, powstrzymując wodospad łez.
-Pokłóciłam się z Lou. On tylko chciał być dobrym przyjacielem, być... być troskliwy, a ja... ja mu nawtykałam, że wtrąca się w moje życie, i ... - mówiła rzewnie płacząc. - A co się stało z tobą? - zapytała, jakby dopiero teraz zauważyła, że płaczę.
-Chodzi o Nialla... ja naprawdę go kocham... a on... on jest teraz z Demi. - powiedziałam płacząc. - Jestem w rozsypce.... - powiedziałam i zaczęłam głośniej płakać.
-Nie powinnyśmy się tak przejmować facetami. - powiedziała Car, wycierając łzy.
-No, ale teraz mam taki nastrój... - odparłam smutno.
-Znam dobry sposób na poprawienie nastroju! - krzyknęła weselej, a ja spojrzałam na nią z miną "Jaki?" - Możemy zrobić sobie deser lodowy i obejrzeć jakąś komedię romantyczną.- zaproponowała.
-Taa, nie przejmujmy się, przytyjemy i żaden nie będzie nas chciał, a tak będzie najlepiej i wstąpimy do zakonu i ... - rozpędziłam się.
-No może nie od razu do zakonu, chyba, że feniksa... - obie wybuchnęłyśmy śmiechem. - Na pewno kiedyś spotkamy tych idealnych chłopaków... ale na razie jesteśmy młode i nie są nam potrzebni!
-W stu procentach się zgadzam. - powiedziałam i udałyśmy się do kuchni.
Wyciągnęłyśmy dwa okrągłe pudełka lodów, które były zjedzone tylko w 1/4. Caroline wzięła sorbet cytrynowy, a ja - pomarańczowy. Po kolei dodawałyśmy tam trochę żelków, polewy, Car - truskawkową, ja - toffi. Dodałyśmy jeszcze trochę truskawek i malin i usiadłyśmy przed telewizorem i zaczęłyśmy oglądać "Angus, stringi i przytulanki" Minęło jakieś pół godziny dobrego żarcia i zabawy, gdy ktoś zapukał do drzwi.
-Kto tam?! - krzyknęłam.
-Tu Louis! Otwórz! Muszę porozmawiać z Caroline! - odpowiedział, również krzycząc. Wymieniłam porozumiewawcze spojrzenie z Car.
-Ona nie ma najmniejszej ochoty z tobą gadać, więc spadaj Lou!-odpowiedziałam, a po chwili dodałam - Nie moje słowa, jej!
-No błagam, tylko na chwilę! - odparł. Już wstawałam, a Car powiedziała szeptem "Błagam, nie rób tego". Odpowiedziałam jej, że przynajmniej jedna z nas musi sobie ułożyć życie miłosne i to na pewno nie będę ja. Otworzyłam Louisowi. Zauważył, że mam spuchnięte oczy i zaczął się mną przejmować. Nie chciałam mu mówić, więc po prostu mnie przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze.
W tym momencie coś głośno trzasnęło, i zobaczyłam Caroline zarumienioną, a u Jej stóp leżało pęknięte pudełko po lodach, które znajdowały się na panelach.
-Lou, zajmij się teraz Car, a ja pójdę po jakąś ścierkę. - powiedziałam lekko chichocząc. - Ale nie mam pojęcia ile mi to zajmie... czy jakieś 10 minut wystarczy. - Lou przytaknął głową. - Dobra dzieciaczki, bawcie się grzecznie. - mrugnęłam do nich i wyszłam.
*Caroline*
-Po co przyszedłeś? - zapytałam lodowatym tonem.
-Przepraszam. Nie powinienem być taki nadopiekuńczy. Chciałem być dobrym, troskliwym kumplem. Ale nie wyszło... - spuścił głowę i wpatrywał się w... Moje nogi?! Ok... nie wnikajmy...
-Ja jeszcze nie znalazłam tej ścierki! - dobiegł Nas z łazienki głos Alice.
-Nie bądź taki sztywny. Ja też odrobinę za ostro zareagowałam... Chociaż nie. Po prostu nie możesz być moim starszym bratem. Do brata nie czuje się czegoś więcej poza przyjaźnią. - mówiłam spokojnie, ale ciągle podnosiłam głos. Nagle zauważyłam co niechcący powiedziałam. Spuściłam głowę
-Nie krzycz! Wiem, że nie mogę być two... Czekaj! Co? - zdziwił się, po czym uniósł mój podbródek, spojrzał mi głęboko w oczy i jego usta delikatnie musnęły moje. - Ja też czuję coś więcej. - dodał, po czym znów nasze usta zamknęły się w pocałunku.
-No więc widzę, że się spisaliście ... - usłyszałam głos Al, za moimi plecami. Odwróciłam głowę w jej stronę. - Nie przerywajcie sobie przeze mnie. - Chichocząc obróciła się w kierunku schodów i podskakując weszła na górę. Odwróciłam się z powrotem do Louisa, zaśmialiśmy się, a on znów mnie pocałował.
Mój ulubiony rozdział. Jak wspominałam ostatnio pisałam go z Car. Mam nadzieję, że się podoba. Teraz takie krótkie info. Ponieważ wyjeżdżam na 2 tygodnie nad morze i prawdopodobnie nie będę miała internetu, to nie będę w stanie dodać kolejnych rozdziałów. Przepraszam, ale don't worry nadrobię ;)
Dziękuję za czytanie i miłych wakacji ;*
Ze łzami w oczach wracałam do domu. Nie wiedziałam, że tak naprawdę go pokocham... Po ciemku nie mogłam trafić kluczem do zamka. W końcu otworzyłam drzwi i ujrzałam tam Caroline siedzącą z głową w kolanach. Podeszłam do niej, usłyszałam jak szlocha.
-Hej, wszystko w porządku? - zapytałam przez łzy.
-Nie, siedzę sobie tutaj, aby moje kolana przesiąkły wodą. A jak ci się wydaje? - odparła sarkastycznie.
-Wybacz, co się stało? - zapytałam ją troskliwie, powstrzymując wodospad łez.
-Pokłóciłam się z Lou. On tylko chciał być dobrym przyjacielem, być... być troskliwy, a ja... ja mu nawtykałam, że wtrąca się w moje życie, i ... - mówiła rzewnie płacząc. - A co się stało z tobą? - zapytała, jakby dopiero teraz zauważyła, że płaczę.
-Chodzi o Nialla... ja naprawdę go kocham... a on... on jest teraz z Demi. - powiedziałam płacząc. - Jestem w rozsypce.... - powiedziałam i zaczęłam głośniej płakać.
-Nie powinnyśmy się tak przejmować facetami. - powiedziała Car, wycierając łzy.
-No, ale teraz mam taki nastrój... - odparłam smutno.
-Znam dobry sposób na poprawienie nastroju! - krzyknęła weselej, a ja spojrzałam na nią z miną "Jaki?" - Możemy zrobić sobie deser lodowy i obejrzeć jakąś komedię romantyczną.- zaproponowała.
-Taa, nie przejmujmy się, przytyjemy i żaden nie będzie nas chciał, a tak będzie najlepiej i wstąpimy do zakonu i ... - rozpędziłam się.
-No może nie od razu do zakonu, chyba, że feniksa... - obie wybuchnęłyśmy śmiechem. - Na pewno kiedyś spotkamy tych idealnych chłopaków... ale na razie jesteśmy młode i nie są nam potrzebni!
-W stu procentach się zgadzam. - powiedziałam i udałyśmy się do kuchni.
Wyciągnęłyśmy dwa okrągłe pudełka lodów, które były zjedzone tylko w 1/4. Caroline wzięła sorbet cytrynowy, a ja - pomarańczowy. Po kolei dodawałyśmy tam trochę żelków, polewy, Car - truskawkową, ja - toffi. Dodałyśmy jeszcze trochę truskawek i malin i usiadłyśmy przed telewizorem i zaczęłyśmy oglądać "Angus, stringi i przytulanki" Minęło jakieś pół godziny dobrego żarcia i zabawy, gdy ktoś zapukał do drzwi.
-Kto tam?! - krzyknęłam.
-Tu Louis! Otwórz! Muszę porozmawiać z Caroline! - odpowiedział, również krzycząc. Wymieniłam porozumiewawcze spojrzenie z Car.
-Ona nie ma najmniejszej ochoty z tobą gadać, więc spadaj Lou!-odpowiedziałam, a po chwili dodałam - Nie moje słowa, jej!
-No błagam, tylko na chwilę! - odparł. Już wstawałam, a Car powiedziała szeptem "Błagam, nie rób tego". Odpowiedziałam jej, że przynajmniej jedna z nas musi sobie ułożyć życie miłosne i to na pewno nie będę ja. Otworzyłam Louisowi. Zauważył, że mam spuchnięte oczy i zaczął się mną przejmować. Nie chciałam mu mówić, więc po prostu mnie przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze.
W tym momencie coś głośno trzasnęło, i zobaczyłam Caroline zarumienioną, a u Jej stóp leżało pęknięte pudełko po lodach, które znajdowały się na panelach.
-Lou, zajmij się teraz Car, a ja pójdę po jakąś ścierkę. - powiedziałam lekko chichocząc. - Ale nie mam pojęcia ile mi to zajmie... czy jakieś 10 minut wystarczy. - Lou przytaknął głową. - Dobra dzieciaczki, bawcie się grzecznie. - mrugnęłam do nich i wyszłam.
*Caroline*
-Po co przyszedłeś? - zapytałam lodowatym tonem.
-Przepraszam. Nie powinienem być taki nadopiekuńczy. Chciałem być dobrym, troskliwym kumplem. Ale nie wyszło... - spuścił głowę i wpatrywał się w... Moje nogi?! Ok... nie wnikajmy...
-Ja jeszcze nie znalazłam tej ścierki! - dobiegł Nas z łazienki głos Alice.
-Nie bądź taki sztywny. Ja też odrobinę za ostro zareagowałam... Chociaż nie. Po prostu nie możesz być moim starszym bratem. Do brata nie czuje się czegoś więcej poza przyjaźnią. - mówiłam spokojnie, ale ciągle podnosiłam głos. Nagle zauważyłam co niechcący powiedziałam. Spuściłam głowę
-Nie krzycz! Wiem, że nie mogę być two... Czekaj! Co? - zdziwił się, po czym uniósł mój podbródek, spojrzał mi głęboko w oczy i jego usta delikatnie musnęły moje. - Ja też czuję coś więcej. - dodał, po czym znów nasze usta zamknęły się w pocałunku.
-No więc widzę, że się spisaliście ... - usłyszałam głos Al, za moimi plecami. Odwróciłam głowę w jej stronę. - Nie przerywajcie sobie przeze mnie. - Chichocząc obróciła się w kierunku schodów i podskakując weszła na górę. Odwróciłam się z powrotem do Louisa, zaśmialiśmy się, a on znów mnie pocałował.
Mój ulubiony rozdział. Jak wspominałam ostatnio pisałam go z Car. Mam nadzieję, że się podoba. Teraz takie krótkie info. Ponieważ wyjeżdżam na 2 tygodnie nad morze i prawdopodobnie nie będę miała internetu, to nie będę w stanie dodać kolejnych rozdziałów. Przepraszam, ale don't worry nadrobię ;)
Dziękuję za czytanie i miłych wakacji ;*
poniedziałek, 24 czerwca 2013
Rozdział 14.
*Alice*
Nadeszła sobota. Dzień mojej randki z Zaynem... a także randki Nialla z Demi. Muszę o nim zapomnieć. Dzisiejszy dzień poświęcam Zaynowi. Spojrzałam na zegarek, była godzina 14:30. Caroline już wyszła z Lou, więc nie miałam co robić. Postanowiłam wziąć długą, odprężającą kąpiel.
*Caroline*
Wybraliśmy się z Lou na spacer. Rozmawialiśmy. Wytłumaczyłam mu, co było między Alice a Niallem. Było jak za dawnych czasów... no nie tak dawnych. Było jak przed poznaniem Xaviera. Wszystko by było w porządku gdyby nie Xavier. Właśnie usłyszałam jego głos, dobiegał on zza jakiegoś budynku, który był w trakcie budowy. Chciałam tam podejść i tak zrobiłam. Okazało się, że Lou miał rację. Xavier ćpał. Nie chciałam w to uwierzyć ...
-Hej, kochanie. Słuchaj... myślę, że powinnaś poznać moich przyjaciół - powiedział - To Jake, Nick i moja prze świetna przyjaciółka koka. - mówił jakby przedstawiał mi swoją rodzinę i uśmiechał się szeroko.
-Xavier, ty ćpasz? - byłam i wstrząśnięta i zmieszana.
-Nom, bejb. - odpowiadał, jakby wszystko miał gdzieś.
-W takim razie musisz wybrać... ja albo dragi. - spojrzałam na Lou, który był zupełnie spokojny, a na twarzy malowała się duma, pewnie dlatego, że miał rację, oraz odrobinka strachu.
-Słonko... we trójkę było by zabawniej. - zaśmiał się a koledzy mu w tym wtórowali.
-Nie! Ja albo koka... Albo wybiorę za ciebie. Zrywam z tobą. - odparłam... nie, krzyknęłam wzburzona.
-Zerwiemy, gdy ja będę chciał. - powiedział i zaczął się do mnie dobierać. Wtedy zainterweniował Lou. Xavier dostał po ryju... znaczy się mordzie... znaczy się twarzy. Louis powiedział mu, żeby się do mnie nie zbliżał, bo tego pożałuje. Odeszliśmy.
-Mówiłem ci, że on ćpa! - odparł zmartwiony, ze wzrokiem "A nie mówiłem?!"
-Nie musisz mi tego wypominać. Źle zrobiłam ufając gościowi, łapię.
-Tak, ale gdybyś mnie posłuchała wcześniej, to ...
-To co? Przestałbyś się wtrącać w moje życie? Sama poradziłabym sobie z Xavierem. A ty jedynie pogarszasz sprawy! - wkurzyłam się trochę...
-Ale gdyby nie ja, to byś prawdopodobnie nigdy nie wiedziała o tym że on bierze. - analizował Lou.
-Daruj sobie... Jakoś nie mam ochoty z tobą gadać. Wracam do domu, a ty rób co chcesz. - obróciłam się na pięcie i odeszłam. Lou jeszcze zawołał za mną, a ja jednoznacznie zaprezentowałam mu urok mojego środkowego palca.
*Alice*
Założyłam na siebie <klik>. Zayn zabrał mnie do restauracji. Był czarujący i miły. Rozmawialiśmy i w ogóle. Ale ja myślami byłam gdzie indziej. Ciągle przed oczami miałam obraz twarzy Nialla. Obecnie wszystko co słyszałam zlewało się w zwykłe "bla bla bla". Uświadomiłam sobie, że nie chcę być z nikim oprócz Nialla. Przeprosiłam Zayna, powiedziałam, że lepiej by było, jeżeli nadal będziemy tylko przyjaciółmi. Zapytał dlaczego. Odpowiedziałam mu, że kocham kogoś innego i muszę do niego iść zanim będzie za późno. Nie zatrzymywał mnie, więc wyszłam. Biegłam w kierunku Nando's. Buty mnie troszeczkę uwierały, więc je zdjęłam. Czułam na sobie spojrzenia innych ludzi. Miałam to gdzieś. Jedyne czego teraz pragnęłam było kilka ulic stąd i nie zatrzymywałam się nawet na chwilkę. Dobiegłam do Nando's. Założyłam buty, nie chciałam wyglądać żałośnie. Weszłam do środka, szukając wzrokiem Nialla. Zauważyłam go, siedział z Demi przy stoliku, ale nie wyglądało na to, żeby coś między nimi się działo. Chciałam do nich podejść, ale chwila... oni się całowali?! Łzy ukradkiem spływały po moim policzku, czułam jak moje serce się łamie. Nie mogę, nie w miejscu publicznym. Wciąż płacząc, wyszłam z restauracji i pojechałam taksówką do domku.
Taki troszkę smutny, ale go kocham :) POWODY:
1. Alice w końcu przyznała, że czuje coś do Nialla
2. Caroline pokazała pazurr ;)
Następny rozdział pisałam z Car, więc będzie ciekawy. Dziękuję, dobranoc ;*
Nadeszła sobota. Dzień mojej randki z Zaynem... a także randki Nialla z Demi. Muszę o nim zapomnieć. Dzisiejszy dzień poświęcam Zaynowi. Spojrzałam na zegarek, była godzina 14:30. Caroline już wyszła z Lou, więc nie miałam co robić. Postanowiłam wziąć długą, odprężającą kąpiel.
*Caroline*
Wybraliśmy się z Lou na spacer. Rozmawialiśmy. Wytłumaczyłam mu, co było między Alice a Niallem. Było jak za dawnych czasów... no nie tak dawnych. Było jak przed poznaniem Xaviera. Wszystko by było w porządku gdyby nie Xavier. Właśnie usłyszałam jego głos, dobiegał on zza jakiegoś budynku, który był w trakcie budowy. Chciałam tam podejść i tak zrobiłam. Okazało się, że Lou miał rację. Xavier ćpał. Nie chciałam w to uwierzyć ...
-Hej, kochanie. Słuchaj... myślę, że powinnaś poznać moich przyjaciół - powiedział - To Jake, Nick i moja prze świetna przyjaciółka koka. - mówił jakby przedstawiał mi swoją rodzinę i uśmiechał się szeroko.
-Xavier, ty ćpasz? - byłam i wstrząśnięta i zmieszana.
-Nom, bejb. - odpowiadał, jakby wszystko miał gdzieś.
-W takim razie musisz wybrać... ja albo dragi. - spojrzałam na Lou, który był zupełnie spokojny, a na twarzy malowała się duma, pewnie dlatego, że miał rację, oraz odrobinka strachu.
-Słonko... we trójkę było by zabawniej. - zaśmiał się a koledzy mu w tym wtórowali.
-Nie! Ja albo koka... Albo wybiorę za ciebie. Zrywam z tobą. - odparłam... nie, krzyknęłam wzburzona.
-Zerwiemy, gdy ja będę chciał. - powiedział i zaczął się do mnie dobierać. Wtedy zainterweniował Lou. Xavier dostał po ryju... znaczy się mordzie... znaczy się twarzy. Louis powiedział mu, żeby się do mnie nie zbliżał, bo tego pożałuje. Odeszliśmy.
-Mówiłem ci, że on ćpa! - odparł zmartwiony, ze wzrokiem "A nie mówiłem?!"
-Nie musisz mi tego wypominać. Źle zrobiłam ufając gościowi, łapię.
-Tak, ale gdybyś mnie posłuchała wcześniej, to ...
-To co? Przestałbyś się wtrącać w moje życie? Sama poradziłabym sobie z Xavierem. A ty jedynie pogarszasz sprawy! - wkurzyłam się trochę...
-Ale gdyby nie ja, to byś prawdopodobnie nigdy nie wiedziała o tym że on bierze. - analizował Lou.
-Daruj sobie... Jakoś nie mam ochoty z tobą gadać. Wracam do domu, a ty rób co chcesz. - obróciłam się na pięcie i odeszłam. Lou jeszcze zawołał za mną, a ja jednoznacznie zaprezentowałam mu urok mojego środkowego palca.
*Alice*
Założyłam na siebie <klik>. Zayn zabrał mnie do restauracji. Był czarujący i miły. Rozmawialiśmy i w ogóle. Ale ja myślami byłam gdzie indziej. Ciągle przed oczami miałam obraz twarzy Nialla. Obecnie wszystko co słyszałam zlewało się w zwykłe "bla bla bla". Uświadomiłam sobie, że nie chcę być z nikim oprócz Nialla. Przeprosiłam Zayna, powiedziałam, że lepiej by było, jeżeli nadal będziemy tylko przyjaciółmi. Zapytał dlaczego. Odpowiedziałam mu, że kocham kogoś innego i muszę do niego iść zanim będzie za późno. Nie zatrzymywał mnie, więc wyszłam. Biegłam w kierunku Nando's. Buty mnie troszeczkę uwierały, więc je zdjęłam. Czułam na sobie spojrzenia innych ludzi. Miałam to gdzieś. Jedyne czego teraz pragnęłam było kilka ulic stąd i nie zatrzymywałam się nawet na chwilkę. Dobiegłam do Nando's. Założyłam buty, nie chciałam wyglądać żałośnie. Weszłam do środka, szukając wzrokiem Nialla. Zauważyłam go, siedział z Demi przy stoliku, ale nie wyglądało na to, żeby coś między nimi się działo. Chciałam do nich podejść, ale chwila... oni się całowali?! Łzy ukradkiem spływały po moim policzku, czułam jak moje serce się łamie. Nie mogę, nie w miejscu publicznym. Wciąż płacząc, wyszłam z restauracji i pojechałam taksówką do domku.
Taki troszkę smutny, ale go kocham :) POWODY:
1. Alice w końcu przyznała, że czuje coś do Nialla
2. Caroline pokazała pazurr ;)
Następny rozdział pisałam z Car, więc będzie ciekawy. Dziękuję, dobranoc ;*
środa, 19 czerwca 2013
Rozdział 13.
*Louis*
-Caroline! - zawołałem, gdy zauważyłem jej długie, brązowe włosy.
-Lou? Co się stało? - zapytała zdziwiona i nieco zmieszana. Potem dodała: - Widziałeś Xaviera? Nigdzie nie mogę go znaleźć.
-Ja go widziałem... - zacząłem.
-Gdzie? Może powinnam do niego iść...
-Posłuchaj mnie najpierw. Widziałem Xaviera za toaletą, gdzie był ze swoimi kolegami i... - złapałem głęboki oddech - ... i brał narkotyki.
-Co?! Lou, nie mam najmniejszej ochoty na twoje żarty. Daj mi spokój, proszę. - odparła, odwróciła się i powoli odeszła.
-Ale ... Caroline! - krzyknąłem, ale ona nawet nie zareagowała na dźwięk mojego głosu.
*Caroline*
Nie mogłam uwierzyć w to, co Lou mi powiedział. Nie wierzyłam, że jest zdolny do kłamstwa tylko dlatego, że nie polubił Xaviera. Moja złość była nie do opisania. Lecz jakiś głosik w mojej głowie mówił, że Louis ma rację, ale ignorowałam to. Teraz chciałam znaleźć tego Xaviera, którego poznałam w MSC, który zabrał mnie na przejażdżkę motorem i którego tak polubiłam... Moje nogi prowadziły mnie w kierunek ... toalet ?! Czyżby serce pozwalało dominować rozumowi? No trudno, sprawdzić nie zaszkodzi. Zobaczyłam tam kilka chłopaków. Chciałam wierzyć, że nie ma w nich Xaviera, ale coś mi nie pozwalało. Podeszłam do nich bliżej i ... odetchnęłam z ulgą. Wśród nich go nie było. Znalazłam go przy fontannie, był dla mnie miły, jak dawniej. W tym momencie zaczęłam czuć coś do Lou... to była nienawiść. Mimo radości, którą poczuła po znalezieniu mojego zielonookiego przystojniaka, jedyne co chciałam zrobić, to iść do domu.
W domu nie zaznałam spokoju. Przywlókł się Lou.
-O! Jesteś w domu... Czyli miałem rację! - powiedział na powitanie.
-Nie, nie miałeś racji. Nie wiem czemu, ale poszłam tam, gdzie mówiłeś i go nie było. Był przy fontannie jak się umówiliśmy. - mówiłam z frustracją w głosie-Ale jak to możliwe ... Może mi się przywidziało. Skoro był tam, gdzie twierdzisz... Wybacz. - odparł ze skruchą w głosie. Moje serce mówiło, by mu wybaczyć, ale rozum twierdził, że Lou jest świnią.
-Jasne, że ci wybaczę. - serce tym razem zdominowało rozum.
-Świetnie... co powiesz na to, abyśmy w sobotę gdzieś wyszli? - zapytał - Musisz spędzić trochę czasu z twoim świetnym przyjacielem.
-W sobotę umówiłam się z Xavierem... ale mogę odwołać. Tylko ten jeden raz. - uśmiechnęłam się do niego - Czy Alice może się z nami zabrać? Ostatnimi dniami ciągle siedzi w domu. - powiedziałam głośniej, aby Al usłyszała. Lou nie zdążył nic odpowiedzieć, bo w mgnieniu oka obok mnie stanęła Alice i zaczęła mówić.
-Jeżeli chcecie wiedzieć, to mam co robić w sobotę. Wybieram się na randkę z Zaynem, więc dzieciaczki mogą sobie wyjść same. - pierwsze zdanie wypowiedziała nerwowo, ale przy drugim zaczęła się uśmiechać i odeszła.
-To ona już nie chodzi z Niallem? - zmieszany chłopak spojrzał na mnie pytająco.
-Niall ci nie mówił? - chłopak pokiwał przecząco głową. - Długa historia... opowiem ci w sobotę. Do zobaczenia. - mówiłam zamykając drzwi.
-Do zobaczenia. - odparł zanim zamknęły się drzwi.
Ten rozdział bardzo mi się podoba ;) Mam nadzieję, że wam również. Nie będę się rozpisywać pod dzisiejszym postem, ale chcę tylko powiedzieć, że naprawdę dziękuję za czytanie. Oczywiście mam jedno pytanie : Jak myślicie, co się wydarzy?
-Caroline! - zawołałem, gdy zauważyłem jej długie, brązowe włosy.
-Lou? Co się stało? - zapytała zdziwiona i nieco zmieszana. Potem dodała: - Widziałeś Xaviera? Nigdzie nie mogę go znaleźć.
-Ja go widziałem... - zacząłem.
-Gdzie? Może powinnam do niego iść...
-Posłuchaj mnie najpierw. Widziałem Xaviera za toaletą, gdzie był ze swoimi kolegami i... - złapałem głęboki oddech - ... i brał narkotyki.
-Co?! Lou, nie mam najmniejszej ochoty na twoje żarty. Daj mi spokój, proszę. - odparła, odwróciła się i powoli odeszła.
-Ale ... Caroline! - krzyknąłem, ale ona nawet nie zareagowała na dźwięk mojego głosu.
*Caroline*
Nie mogłam uwierzyć w to, co Lou mi powiedział. Nie wierzyłam, że jest zdolny do kłamstwa tylko dlatego, że nie polubił Xaviera. Moja złość była nie do opisania. Lecz jakiś głosik w mojej głowie mówił, że Louis ma rację, ale ignorowałam to. Teraz chciałam znaleźć tego Xaviera, którego poznałam w MSC, który zabrał mnie na przejażdżkę motorem i którego tak polubiłam... Moje nogi prowadziły mnie w kierunek ... toalet ?! Czyżby serce pozwalało dominować rozumowi? No trudno, sprawdzić nie zaszkodzi. Zobaczyłam tam kilka chłopaków. Chciałam wierzyć, że nie ma w nich Xaviera, ale coś mi nie pozwalało. Podeszłam do nich bliżej i ... odetchnęłam z ulgą. Wśród nich go nie było. Znalazłam go przy fontannie, był dla mnie miły, jak dawniej. W tym momencie zaczęłam czuć coś do Lou... to była nienawiść. Mimo radości, którą poczuła po znalezieniu mojego zielonookiego przystojniaka, jedyne co chciałam zrobić, to iść do domu.
W domu nie zaznałam spokoju. Przywlókł się Lou.
-O! Jesteś w domu... Czyli miałem rację! - powiedział na powitanie.
-Nie, nie miałeś racji. Nie wiem czemu, ale poszłam tam, gdzie mówiłeś i go nie było. Był przy fontannie jak się umówiliśmy. - mówiłam z frustracją w głosie-Ale jak to możliwe ... Może mi się przywidziało. Skoro był tam, gdzie twierdzisz... Wybacz. - odparł ze skruchą w głosie. Moje serce mówiło, by mu wybaczyć, ale rozum twierdził, że Lou jest świnią.
-Jasne, że ci wybaczę. - serce tym razem zdominowało rozum.
-Świetnie... co powiesz na to, abyśmy w sobotę gdzieś wyszli? - zapytał - Musisz spędzić trochę czasu z twoim świetnym przyjacielem.
-W sobotę umówiłam się z Xavierem... ale mogę odwołać. Tylko ten jeden raz. - uśmiechnęłam się do niego - Czy Alice może się z nami zabrać? Ostatnimi dniami ciągle siedzi w domu. - powiedziałam głośniej, aby Al usłyszała. Lou nie zdążył nic odpowiedzieć, bo w mgnieniu oka obok mnie stanęła Alice i zaczęła mówić.
-Jeżeli chcecie wiedzieć, to mam co robić w sobotę. Wybieram się na randkę z Zaynem, więc dzieciaczki mogą sobie wyjść same. - pierwsze zdanie wypowiedziała nerwowo, ale przy drugim zaczęła się uśmiechać i odeszła.
-To ona już nie chodzi z Niallem? - zmieszany chłopak spojrzał na mnie pytająco.
-Niall ci nie mówił? - chłopak pokiwał przecząco głową. - Długa historia... opowiem ci w sobotę. Do zobaczenia. - mówiłam zamykając drzwi.
-Do zobaczenia. - odparł zanim zamknęły się drzwi.
Ten rozdział bardzo mi się podoba ;) Mam nadzieję, że wam również. Nie będę się rozpisywać pod dzisiejszym postem, ale chcę tylko powiedzieć, że naprawdę dziękuję za czytanie. Oczywiście mam jedno pytanie : Jak myślicie, co się wydarzy?
piątek, 14 czerwca 2013
Rozdział 12.
*Caroline*
Xavier zabrał mnie na jarmark. Świetnie się bawiliśmy. Obżeraliśmy się watą cukrową, popcornem i żelkami. Zauważyłam znajomą sylwetkę podchodzącą w naszą stronę. To był Louis.
-Cześć Car... - przywitał się smętnym głosem.
-Hej... - patrzyłam na niego zmieszana.
-Jestem Xavier, miło mi. - Xav przerwał ciszę i skierował dłoń w stronę Lou.
-Cała przyjemność po mojej stronie. - odparł i podał mu rękę.
-Xavier poznaj Louisa i na odwrót. - przedstawiłam ich sobie. - Co tu robisz? - zwróciłam się do Louisa
-Przyszedłem tu z Harrym... Miała być tu jakaś dziewczyna, którą chciał zobaczyć... czy coś. - tłumaczył. - A z jakiego powodu wy tu jesteście? - zapytał zaciekawiony.
-Randka. - odpowiedział Xavier i złapał mnie w talii. Ja natomiast pocałowałam go w policzek.
-Aha... no to nie będę wam przeszkadzać. Na razie. - powiedział i odszedł.
*Alice*
Siedziałam na kanapie z laptopem na kolanach i oglądałam "Jak stracić chłopaka w 10 dni". Nagle rozległo się głośne pukanie. Otworzyłam drzwi, stał w nich Niall.
-Hej... - przywitałam się z udawanym udawanym uśmiechem na twarzy.
-Udało się! - odparł wniebowzięty i zaczął mnie przytulać.
-Ale co się udało? - zapytałam zdziwiona.
-Umówiłem się z Demi na sobotę. Pójdziemy do Nandos - odpowiedział, gdy przestał mnie ściskać.
-Ale przecież dopiero co zerwaliśmy, znaczy się tak na niby, ale liczy się jako zerwanie. A ona już się do ciebie rwie?! - gadałam lekko oburzona - No wiesz... tak się nie powinno robić... - uspokoiłam się i ściszyłam głos.
-No i co z tego? Ja się cieszę. - mówił ciągle wesoły.
-Gratuluję... - rzekłam, starając się nie okazywać smutku.
-Umówiłem cię też z Zaynem... na sobotę. - spojrzał na mnie ze smajlem - Mówił, że wpadnie po ciebie o 18.
-No to się cieszę... - lekko się uśmiechnęłam i spojrzałam na Nialla.
-Dobra, to ja będę zmykał. Adios! - powiedział i poszedł. Zamknęłam drzwi i wróciłam do oglądania filmu, który jak nic w tytule przypominał moje życie.
*Caroline*
Xavier zaczął zachowywać się troszkę dziwnie. Był podenerwowany i trochę zazdrosny o Lou. Mówiłam mu, że nie ma po co, ale nie słuchał.
-Ja na chwilę pójdę się odlać czy coś zaraz wrócę. - powiedział.
-Jasne. Spotkamy się przy fontannie... - odparłam patrząc na niego nieco przestraszona.
-Tak, jasne. - rzekł i odszedł. Miałam złe przeczucie.
*Louis*
Nie chciało mi się wierzyć, że Caroline ma chłopaka... Najważniejsze, aby była szczęśliwa, wtedy ja też będę. Poszedłem szukać Harry'ego. Przechodząc obok toalet zauważyłem kilku facetów w tym chłopaka Car. Jak on miał na imię... Xavier? Mniejsza z tym. Przyglądałem mu się przez chwilę, coś mi się w nim nie podobało. Zbliżyłem się nieco, aby dostrzec co oni robią. Chwila... oni ćpają?! W tym momencie Xavier mnie zobaczył. Zaczął mi grozić, że mnie pobije jeżeli powiem o tym Caroline. Ba! Jeżeli się w ogóle do niej zbliżę. Już chciał spełnić swoją obietnicę, ale kilku chłopaków go przytrzymało i udało mi się zwiać. Jedyna myśl, która kłębiła mi się w głowie to : "Muszę o tym powiedzieć Car".
Po pierwsze: Przepraszam, że nie dodawałam rozdziału tak długo, ale musiałam się uczyć, bo poprawki ;) Mam nadzieję, że ten rozdział się spodoba.
Pytanko: Jak myślicie, co się stanie po tym jak Louis powie Car o tym co widział?
Xavier zabrał mnie na jarmark. Świetnie się bawiliśmy. Obżeraliśmy się watą cukrową, popcornem i żelkami. Zauważyłam znajomą sylwetkę podchodzącą w naszą stronę. To był Louis.
-Cześć Car... - przywitał się smętnym głosem.
-Hej... - patrzyłam na niego zmieszana.
-Jestem Xavier, miło mi. - Xav przerwał ciszę i skierował dłoń w stronę Lou.
-Cała przyjemność po mojej stronie. - odparł i podał mu rękę.
-Xavier poznaj Louisa i na odwrót. - przedstawiłam ich sobie. - Co tu robisz? - zwróciłam się do Louisa
-Przyszedłem tu z Harrym... Miała być tu jakaś dziewczyna, którą chciał zobaczyć... czy coś. - tłumaczył. - A z jakiego powodu wy tu jesteście? - zapytał zaciekawiony.
-Randka. - odpowiedział Xavier i złapał mnie w talii. Ja natomiast pocałowałam go w policzek.
-Aha... no to nie będę wam przeszkadzać. Na razie. - powiedział i odszedł.
*Alice*
Siedziałam na kanapie z laptopem na kolanach i oglądałam "Jak stracić chłopaka w 10 dni". Nagle rozległo się głośne pukanie. Otworzyłam drzwi, stał w nich Niall.
-Hej... - przywitałam się z udawanym udawanym uśmiechem na twarzy.
-Udało się! - odparł wniebowzięty i zaczął mnie przytulać.
-Ale co się udało? - zapytałam zdziwiona.
-Umówiłem się z Demi na sobotę. Pójdziemy do Nandos - odpowiedział, gdy przestał mnie ściskać.
-Ale przecież dopiero co zerwaliśmy, znaczy się tak na niby, ale liczy się jako zerwanie. A ona już się do ciebie rwie?! - gadałam lekko oburzona - No wiesz... tak się nie powinno robić... - uspokoiłam się i ściszyłam głos.
-No i co z tego? Ja się cieszę. - mówił ciągle wesoły.
-Gratuluję... - rzekłam, starając się nie okazywać smutku.
-Umówiłem cię też z Zaynem... na sobotę. - spojrzał na mnie ze smajlem - Mówił, że wpadnie po ciebie o 18.
-No to się cieszę... - lekko się uśmiechnęłam i spojrzałam na Nialla.
-Dobra, to ja będę zmykał. Adios! - powiedział i poszedł. Zamknęłam drzwi i wróciłam do oglądania filmu, który jak nic w tytule przypominał moje życie.
*Caroline*
Xavier zaczął zachowywać się troszkę dziwnie. Był podenerwowany i trochę zazdrosny o Lou. Mówiłam mu, że nie ma po co, ale nie słuchał.
-Ja na chwilę pójdę się odlać czy coś zaraz wrócę. - powiedział.
-Jasne. Spotkamy się przy fontannie... - odparłam patrząc na niego nieco przestraszona.
-Tak, jasne. - rzekł i odszedł. Miałam złe przeczucie.
*Louis*
Nie chciało mi się wierzyć, że Caroline ma chłopaka... Najważniejsze, aby była szczęśliwa, wtedy ja też będę. Poszedłem szukać Harry'ego. Przechodząc obok toalet zauważyłem kilku facetów w tym chłopaka Car. Jak on miał na imię... Xavier? Mniejsza z tym. Przyglądałem mu się przez chwilę, coś mi się w nim nie podobało. Zbliżyłem się nieco, aby dostrzec co oni robią. Chwila... oni ćpają?! W tym momencie Xavier mnie zobaczył. Zaczął mi grozić, że mnie pobije jeżeli powiem o tym Caroline. Ba! Jeżeli się w ogóle do niej zbliżę. Już chciał spełnić swoją obietnicę, ale kilku chłopaków go przytrzymało i udało mi się zwiać. Jedyna myśl, która kłębiła mi się w głowie to : "Muszę o tym powiedzieć Car".
Po pierwsze: Przepraszam, że nie dodawałam rozdziału tak długo, ale musiałam się uczyć, bo poprawki ;) Mam nadzieję, że ten rozdział się spodoba.
Pytanko: Jak myślicie, co się stanie po tym jak Louis powie Car o tym co widział?
niedziela, 2 czerwca 2013
Rozdział 11.
*Alice*
Nadszedł dzień mojej trzeciej, a zarazem ostatniej randki z Niallem. Dziś również randkę ma Car, tylko że ona idzie na prawdziwą... Opowiadała mi o Xavierze, sądzę, że to dobrze, że znalazła sobie kogoś. Wydaje mi się, że nic już nie czuje do Lou. Zapomniała o nim, po tym, gdy chciał (a przynajmniej tak jej się wydawało) ją pocałować, ale później spanikował i jedno wielkie gó... yyy... nic. Grunt, że jej się układa.
-Co mogę ubrać na moją randkę z Xavierem? - zapytała Caroline.
-We wszystkim ci ładnie, po prostu bądź sobą. - poradziłam jej.
-Tak, dobry pomysł...- uśmiechnęła się nerwowo. Chyba faktycznie się stresowała tą randką. - Już wiem co ubiorę. A ty idziesz w tym? - spojrzała na mnie nie okazując żadnych emocji.
-Nie podoba ci się? - spytałam smutno. Miałam na sobie <klik> i strasznie się mi podobał ten zestaw.
-Wyglądasz prześlicznie. - odparła z uśmiechem. - Dobra, idę na górę się przebrać. - mówiąc to, poczłapała na górę. Uwinęła się w miarę szybko. Ubrała <klik> i wyglądała w tym bardzo naturalnie. Wyglądała jak... Caroline. Miała jeszcze trochę czasu do randki, więc wzięła laptopa i poszła na górę. Chwilę później przyszedł Niall. Gdy wychodziliśmy usłyszałam głos Car : "Miłej randki... dzieciaczki." Zaśmiałam się i wyszliśmy.
-Jaki smak? - zapytał Niall, gdy staliśmy przy budce z lodami.
-Orzechowe. - odparłam uśmiechnięta. Na widok mojej porcji, pojawił mi się jeszcze większy banan na twarzy.
-Ja poproszę czekoladowe. - powiedział Niall do sprzedawcy. Po chwili wcinaliśmy nasze lody.
Przeszliśmy się do parku. Oczywiście byliśmy gdzieś niedaleko Demi, żeby mogła zobaczyć całą sytuację. Usiedliśmy na ławeczce.
-Na razie będziemy rozmawiać spokojnie. - mówiłam.
-Nie ma problemu, ale nie wiem co mam mówić. - Niall był nieco zdezorientowany.
-Cokolwiek, byle byś ruszał ustami. Teraz się zdenerwowałam... a ty próbujesz mnie uspokoić. - na bieżąco wymyślałam kolejne sytuacje. Nialler coś tam mamrotał. - Teraz cię obraziłam i ty też zaczynasz się złościć - mówiłam a chłopak posłusznie robił to o co prosiłam - Teraz głośno powiedz, że ze mną zrywasz, czy coś w ten deseń.
-Z nami koniec! - krzyknął Niall. Demi spojrzała w naszą stronę i przyglądała się nam przez dłuższą chwilkę. Ja pobiegłam gdzieś, udając, że płaczę. Zatrzymałam się gdzieś daleko, ale tak, abym zobaczyła, co się będzie działo.
Niall siedział sam w milczeniu przez dłuższy czas, czyli jakieś 5 minut. Przestawałam mieć nadzieję, że się uda. Ale chwileczkę... Demi właśnie do niego podeszła. Chwilę rozmawiali, Nialler się uśmiechnął, wstał odprowadził ją kawałeczek, a ona... na pożegnanie pocałowała go w policzek?! Przecież niecałe 20 minut temu widziała jak zrywa ze swoją dziewczyną! Nie żebym była zazdrosna czy coś... Ale tak się nie powinno postępować.
*Caroline*
-Gdzie idziemy? - zapytałam Xaviera.
-Niedaleko jest jarmark. Zawsze chodziłem tam z rodzicami i właśnie tam cię dziś zabieram. - odparł entuzjastycznie.
-Nie mogę się już doczekać. - powiedziałam wesoło i cmoknęłam go w policzek.
Taa - daaam ;D Skupiłam się dziś na trójkąciku... No i oto efekty.
Moje pytanie to: Wolicie Nialla z Alice czy Demi?
Tak przy okazji, dziękuję wam, za czytanie. Gdy zobaczyłam, jak w ciągu jednego dnia wzrosła mi liczba wyświetleń, moja reakcja była całkiem prosta :
Hahahaha ;p Naprawdę jestem wdzięczna i o ile podoba wam się to, co piszę, to jestem z tego powodu naprawdę szczęśliwa. Powiedziałabym że was kocham, ale chyba na to za wcześnie w naszym związku ;)
Jeszcze raz dziękuję, i postaram się wrzucać rozdziały częściej. <3
Nadszedł dzień mojej trzeciej, a zarazem ostatniej randki z Niallem. Dziś również randkę ma Car, tylko że ona idzie na prawdziwą... Opowiadała mi o Xavierze, sądzę, że to dobrze, że znalazła sobie kogoś. Wydaje mi się, że nic już nie czuje do Lou. Zapomniała o nim, po tym, gdy chciał (a przynajmniej tak jej się wydawało) ją pocałować, ale później spanikował i jedno wielkie gó... yyy... nic. Grunt, że jej się układa.
-Co mogę ubrać na moją randkę z Xavierem? - zapytała Caroline.
-We wszystkim ci ładnie, po prostu bądź sobą. - poradziłam jej.
-Tak, dobry pomysł...- uśmiechnęła się nerwowo. Chyba faktycznie się stresowała tą randką. - Już wiem co ubiorę. A ty idziesz w tym? - spojrzała na mnie nie okazując żadnych emocji.
-Nie podoba ci się? - spytałam smutno. Miałam na sobie <klik> i strasznie się mi podobał ten zestaw.
-Wyglądasz prześlicznie. - odparła z uśmiechem. - Dobra, idę na górę się przebrać. - mówiąc to, poczłapała na górę. Uwinęła się w miarę szybko. Ubrała <klik> i wyglądała w tym bardzo naturalnie. Wyglądała jak... Caroline. Miała jeszcze trochę czasu do randki, więc wzięła laptopa i poszła na górę. Chwilę później przyszedł Niall. Gdy wychodziliśmy usłyszałam głos Car : "Miłej randki... dzieciaczki." Zaśmiałam się i wyszliśmy.
-Jaki smak? - zapytał Niall, gdy staliśmy przy budce z lodami.
-Orzechowe. - odparłam uśmiechnięta. Na widok mojej porcji, pojawił mi się jeszcze większy banan na twarzy.
-Ja poproszę czekoladowe. - powiedział Niall do sprzedawcy. Po chwili wcinaliśmy nasze lody.
Przeszliśmy się do parku. Oczywiście byliśmy gdzieś niedaleko Demi, żeby mogła zobaczyć całą sytuację. Usiedliśmy na ławeczce.
-Na razie będziemy rozmawiać spokojnie. - mówiłam.
-Nie ma problemu, ale nie wiem co mam mówić. - Niall był nieco zdezorientowany.
-Cokolwiek, byle byś ruszał ustami. Teraz się zdenerwowałam... a ty próbujesz mnie uspokoić. - na bieżąco wymyślałam kolejne sytuacje. Nialler coś tam mamrotał. - Teraz cię obraziłam i ty też zaczynasz się złościć - mówiłam a chłopak posłusznie robił to o co prosiłam - Teraz głośno powiedz, że ze mną zrywasz, czy coś w ten deseń.
-Z nami koniec! - krzyknął Niall. Demi spojrzała w naszą stronę i przyglądała się nam przez dłuższą chwilkę. Ja pobiegłam gdzieś, udając, że płaczę. Zatrzymałam się gdzieś daleko, ale tak, abym zobaczyła, co się będzie działo.
Niall siedział sam w milczeniu przez dłuższy czas, czyli jakieś 5 minut. Przestawałam mieć nadzieję, że się uda. Ale chwileczkę... Demi właśnie do niego podeszła. Chwilę rozmawiali, Nialler się uśmiechnął, wstał odprowadził ją kawałeczek, a ona... na pożegnanie pocałowała go w policzek?! Przecież niecałe 20 minut temu widziała jak zrywa ze swoją dziewczyną! Nie żebym była zazdrosna czy coś... Ale tak się nie powinno postępować.
*Caroline*
-Gdzie idziemy? - zapytałam Xaviera.
-Niedaleko jest jarmark. Zawsze chodziłem tam z rodzicami i właśnie tam cię dziś zabieram. - odparł entuzjastycznie.
-Nie mogę się już doczekać. - powiedziałam wesoło i cmoknęłam go w policzek.
Taa - daaam ;D Skupiłam się dziś na trójkąciku... No i oto efekty.
Moje pytanie to: Wolicie Nialla z Alice czy Demi?
Tak przy okazji, dziękuję wam, za czytanie. Gdy zobaczyłam, jak w ciągu jednego dnia wzrosła mi liczba wyświetleń, moja reakcja była całkiem prosta :
Hahahaha ;p Naprawdę jestem wdzięczna i o ile podoba wam się to, co piszę, to jestem z tego powodu naprawdę szczęśliwa. Powiedziałabym że was kocham, ale chyba na to za wcześnie w naszym związku ;)
Jeszcze raz dziękuję, i postaram się wrzucać rozdziały częściej. <3
piątek, 24 maja 2013
Rozdział 10.
*Caroline*
Szłam sobie przez miasto i zachciało mi się milkshake'a. Udałam się do MSC. Zamówiłam dużego, truskawkowego shake'a. Usiadłam przy stoliku, aby sobie odpocząć.
-Mogę się dosiąść? - zapytał przystojny chłopak. Miał ciemne, krótkie włosy, zielone oczy, sympatyczny uśmiech i... kolczyk na wardze. Ubrany był w skórzaną kurtkę, pod nią biały T-shirt i czarne rurki, a na nogach trampki.
-Jasne. - odparłam wpatrując się w niego. -Jestem Caroline - dodałam i uniosłam rękę w jego stronę.
-Xavier, miło mi. - przedstawił się i podał mi dłoń. - Jesteś tu ze swoim chłopakiem? - spytał z uśmiechem.
-Nie, jestem singielką. - odpowiedziałam z niewyczuwalnym smutkiem w głosie.
-Nie możliwe, taka śliczna dziewczyna jak ty jest samotna? - pokiwałam twierdząco głową - A co powiesz, na krótką przejażdżkę motorem? - "Alice to by dopiero była nim zachwycona" pomyślałam, ja już jestem zachwycona...
-Chętnie, ale to nie jest ta część, w której mnie porywasz i ciachasz na kawałeczki? - uśmiechnęłam się zalotnie.
-Mogę jedynie porwać twoje serce. - powiedział pewnie. - Jesteś gotowa podjąć takie ryzyko?
-Chętnie. - Dopiłam shake'a i wyszłam z Xavierem . Byłam nim oczarowana...
Podczas jazdy motorem, troszkę się bałam, ale z pewnością była to świetna zabawa. Zatrzymaliśmy się na jakiejś polanie. Usiedliśmy i rozmawialiśmy o wielu, wielu rzeczach. Można byłoby to uznać za randkę. Wysłałam esa do Al : "Poznałam świetnego faceta... nie martw się o mnie. Opowiem jak wrócę. xx". W odpowiedzi dostałam : "Ty to masz szczęście z chłopakami... tylko pozazdrościć. Baw się dobrze. xx". Miałam taki zamiar. Chciałam zapomnieć o Lou i o naszym wypadzie na kręgle. Teraz chciałam tylko poznać lepiej Xaviera.
*Alice*
Rozmawiałam przez telefon z moją mamą, gdy rozległo się głośne pukanie do drzwi. Otworzyłam je i zastałam Lou.
-Mamo, będę musiała oddzwonić. No, jasne, mhm. Pa, pa. - powiedziałam do słuchawki - Hej, co tu robisz? - zwróciłam się do Lou.
-Przyszedłem zobaczyć się z Caroline, chciałem z nią pogadać... - odparł spokojnie Louis.
-Nie ma jej. Wyszła z jakimś chłopakiem na randkę - wytłumaczyłam chłopakowi.
-Na... na randkę? - zapytał zdziwiony, ale też nieco smutny i zawiedziony. - No... to trudno, pogadam z nią później... - odwrócił się i chciał już wyjść.
-Ej, a mną to już się nie przejmujesz, co? Jakbyś nie pamiętał, to się przyjaźnimy... - rzekłam smutno.
-Przepraszam... wszystko w porządku? - zapytał troskliwie.
-Tak, możesz iść. - zachichotałam, a Lou spojrzał na mnie pogardliwie. - O co ci chodzi?
-Jesteś niemożliwa. - uśmiechnął się do mnie. Wychodząc, dodał tylko : pa.
Niecałe 15 minut później usłyszałam motor wjeżdżający na nasz podjazd. Wyjrzałam przez okno i ujrzałam Car z jakimś chłopakiem.
*Caroline*
-Dzięki za podwózkę... i za cały dzień - podziękowałam Xavierowi.
-Nie ma za co. Czyli pierwsza randka udana? - zapytał.
-Jak najbardziej... Czekaj, to była randka? - dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, co powiedział.
-Tak i cieszę się, że ci się podobała. Co powiesz na drugą... może pojutrze? - zachęcał chłopak.
-Jasne, wpadnij po mnie koło 12. - powiedziałam, a on przytaknął. -Do zobaczenia. - chciałam już odejść, ale w pewnym momencie Xavier złapał mnie za rękę, przyciągnął do siebie i pocałował.
-Do zobaczenia. - odparł wpatrując mi się w oczy, następnie wsiadł na motor i odjechał.
Taa daam ! Jest sobie rozdział... taki "all-about-caroline". Mam pytanie: Wolelibyście, żeby Car była z Xavierem czy z Lou? Odp. w komentarzach. (hahaha, jestem tak zdesperowana ;p)
Xavier (bez nazwiska się biedny urodził...) 19 l . - Uroczy chłopak, typ bad-boya, który zwala dziewczyny z nóg. Caroline spodobała się mu, gdy tylko ją zobaczył. (ma koleś gust ;p)
Takie tam pytania:
1. Jak wam się podoba nowa postać?
2. Czy chcielibyście, żeby został na dłużej?
3. Xavier vs. Louis ?
Szłam sobie przez miasto i zachciało mi się milkshake'a. Udałam się do MSC. Zamówiłam dużego, truskawkowego shake'a. Usiadłam przy stoliku, aby sobie odpocząć.
-Mogę się dosiąść? - zapytał przystojny chłopak. Miał ciemne, krótkie włosy, zielone oczy, sympatyczny uśmiech i... kolczyk na wardze. Ubrany był w skórzaną kurtkę, pod nią biały T-shirt i czarne rurki, a na nogach trampki.
-Jasne. - odparłam wpatrując się w niego. -Jestem Caroline - dodałam i uniosłam rękę w jego stronę.
-Xavier, miło mi. - przedstawił się i podał mi dłoń. - Jesteś tu ze swoim chłopakiem? - spytał z uśmiechem.
-Nie, jestem singielką. - odpowiedziałam z niewyczuwalnym smutkiem w głosie.
-Nie możliwe, taka śliczna dziewczyna jak ty jest samotna? - pokiwałam twierdząco głową - A co powiesz, na krótką przejażdżkę motorem? - "Alice to by dopiero była nim zachwycona" pomyślałam, ja już jestem zachwycona...
-Chętnie, ale to nie jest ta część, w której mnie porywasz i ciachasz na kawałeczki? - uśmiechnęłam się zalotnie.
-Mogę jedynie porwać twoje serce. - powiedział pewnie. - Jesteś gotowa podjąć takie ryzyko?
-Chętnie. - Dopiłam shake'a i wyszłam z Xavierem . Byłam nim oczarowana...
Podczas jazdy motorem, troszkę się bałam, ale z pewnością była to świetna zabawa. Zatrzymaliśmy się na jakiejś polanie. Usiedliśmy i rozmawialiśmy o wielu, wielu rzeczach. Można byłoby to uznać za randkę. Wysłałam esa do Al : "Poznałam świetnego faceta... nie martw się o mnie. Opowiem jak wrócę. xx". W odpowiedzi dostałam : "Ty to masz szczęście z chłopakami... tylko pozazdrościć. Baw się dobrze. xx". Miałam taki zamiar. Chciałam zapomnieć o Lou i o naszym wypadzie na kręgle. Teraz chciałam tylko poznać lepiej Xaviera.
*Alice*
Rozmawiałam przez telefon z moją mamą, gdy rozległo się głośne pukanie do drzwi. Otworzyłam je i zastałam Lou.
-Mamo, będę musiała oddzwonić. No, jasne, mhm. Pa, pa. - powiedziałam do słuchawki - Hej, co tu robisz? - zwróciłam się do Lou.
-Przyszedłem zobaczyć się z Caroline, chciałem z nią pogadać... - odparł spokojnie Louis.
-Nie ma jej. Wyszła z jakimś chłopakiem na randkę - wytłumaczyłam chłopakowi.
-Na... na randkę? - zapytał zdziwiony, ale też nieco smutny i zawiedziony. - No... to trudno, pogadam z nią później... - odwrócił się i chciał już wyjść.
-Ej, a mną to już się nie przejmujesz, co? Jakbyś nie pamiętał, to się przyjaźnimy... - rzekłam smutno.
-Przepraszam... wszystko w porządku? - zapytał troskliwie.
-Tak, możesz iść. - zachichotałam, a Lou spojrzał na mnie pogardliwie. - O co ci chodzi?
-Jesteś niemożliwa. - uśmiechnął się do mnie. Wychodząc, dodał tylko : pa.
Niecałe 15 minut później usłyszałam motor wjeżdżający na nasz podjazd. Wyjrzałam przez okno i ujrzałam Car z jakimś chłopakiem.
*Caroline*
-Dzięki za podwózkę... i za cały dzień - podziękowałam Xavierowi.
-Nie ma za co. Czyli pierwsza randka udana? - zapytał.
-Jak najbardziej... Czekaj, to była randka? - dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, co powiedział.
-Tak i cieszę się, że ci się podobała. Co powiesz na drugą... może pojutrze? - zachęcał chłopak.
-Jasne, wpadnij po mnie koło 12. - powiedziałam, a on przytaknął. -Do zobaczenia. - chciałam już odejść, ale w pewnym momencie Xavier złapał mnie za rękę, przyciągnął do siebie i pocałował.
-Do zobaczenia. - odparł wpatrując mi się w oczy, następnie wsiadł na motor i odjechał.
Taa daam ! Jest sobie rozdział... taki "all-about-caroline". Mam pytanie: Wolelibyście, żeby Car była z Xavierem czy z Lou? Odp. w komentarzach. (hahaha, jestem tak zdesperowana ;p)
Xavier (bez nazwiska się biedny urodził...) 19 l . - Uroczy chłopak, typ bad-boya, który zwala dziewczyny z nóg. Caroline spodobała się mu, gdy tylko ją zobaczył. (ma koleś gust ;p)
Takie tam pytania:
1. Jak wam się podoba nowa postać?
2. Czy chcielibyście, żeby został na dłużej?
3. Xavier vs. Louis ?
czwartek, 9 maja 2013
Rozdział 9. / nowa postać?
*Alice*
Niall był niesamowicie punktualny. Przyszedł o czwartej, ani minuty później. Wsiedliśmy do samochodu i udaliśmy się do kina. Wybraliśmy jakiś ciekawy horror i ruszyliśmy na seans. Były takie momenty, w których się nieco bałam, ale tak odrobinkę, i złapałam Nialla za rękę, a on nie odmawiał, lecz trzymał moją dłoń w uścisku. Nie wiem dlaczego, ale cieszyłam się z tego powodu.
-Widzę, że nie jesteś aż taka twarda. - powiedział Niall, gdy wyszliśmy z kina.
-Co? Nieprawda... - zaprzeczałam.
-Złapałaś mnie za rękę kilka razy - mówił, próbując udowodnić sobie rację.
-No, dobra... może troszkę się przestraszyłam, ale tylko odrobinkę. - broniłam się. Niall się zaśmiał i spojrzał na mnie. Czułam się jakbym zapadała się w jego oczach i nie mam pojęcia dlaczego. - Nie wiem jak ty, ale ja umieram z głodu. Co powiesz na to, abyśmy poszli do jakiejś restauracji bądź knajpki w której wcale nie ma panny Demi Lovato i coś zjedli. - oderwałam się od cudnych oczu i przypomniałam sobie, dlaczego tak naprawdę tu przyszłam.
-Jasne, co powiesz na "Nando's"? Tam na pewno nie spotkamy Demi Lovato. - zaśmialiśmy się i pojechaliśmy do restauracji, ktrórą zaproponował Niall.
-Wybierzmy stolik najbliżej Demi. - odparłam, gdy już dotarliśmy na miejsce.
-Dobra... może ten? - zapytał wskazując na mały, dwuosobowy stolik na przeciwko jej stolika.
-Idealnie. Ty usiądziesz do niej tyłem, abym ja widziała jej twarz, będę ci mówiła co masz robić. -mówiłam, gdy szliśmy w stronę stolika.
-Dobra, to co zamawiamy... - spytał.
-A ty tylko o jedzeniu - powiedziałam chichocząc. - Ja poproszę szpinakowe spaghetti, a na deser ciasto czekoladowe z lodami. - zwróciłam się do kelnera.
-Ja poproszę lasagne i ten sam deser. - zamówił Niall
-Podać coś do picia? - zapytał kelner.
-Herbatę. - odparłam
-Dwa razy. - dodał Niall z uśmiechem.
-Demi ciągle tu zerka. - powiedziałam, gdy kelner już odszedł.
-Serio? - Niall się zarumienił - To dobrze, prawda?
-Dobrze? To świetnie. - uśmiechnęłam się do niego. - Teraz złap mnie za dłoń i mów mi jakieś komplementy, żebym się zarumieniła. - rzekłam otwarcie.
-D-dobrze. Więc... masz naprawdę ładne oczy i uśmiech. A twój śmiech jest naprawdę zaraźliwy. - mówił, trzymając mnie za rękę. Czułam jak płoną mi policzki. - Chyba wystarczy, juz się rumienisz - stwierdził.
-Tak, teraz zaśmiej się z tego co mówię. - Niall posłusznie wykonał polecenie. - Teraz spróbuj pogłaskać mnie po ramieniu i odgarnij mi włosy z twarzy. - czułam się, jakbym sterowała człowiekiem w simsach, bo Niall robił wszystko co mu kazałam. Spojrzałam na Demi, która już płaciła rachunek, ale jeszcze chciała chwilę zostać i dopić cokolwiek piła. - Teraz czas na ostatni krok. Pocałuj mnie.
-Czekaj! Co?! - wyraźnie był zaskoczony moją wypowiedzią.
-Chcesz tą dziewczynę, czy nie? - spytałam z determinacją w głosie. Chłopak przytaknął, po czym zbliżył się i pocałował mnie. Czułam jakby stado koni przebiegło mi po brzuchu... to chyba miały być motylki...Ale przecież nie powinnam, jest ten chłopak, który mi się podoba, ale w tej chwili jakoś zupełnie zapomniałam jak ma na imię... Otworzyłam oczy, by zobaczyć minę Demi, a ona wyszła, a raczej wybiegła z lokalu. 2:0 dla mnie.
-Podziałało? - spytał zniecierpliwiony Niall.
-I to jak! - uśmiechnęłam się - Na kolejnej pseudo randce pójdziemy na lody, pokłócimy się i zerwiemy. Pasuje ci taki układ?
-Jeżeli zadziała... to jestem za. - odparł niezbyt przekonany.
-Nie martw się, zadziała - zapewniłam go, ale tym się właśnie martwiłam... że zadziała. Przypomniałam sobie o Zaynie i o naszej umowie. - Niall, obiecałeś mi, że umówisz mnie z Zaynem, no to jak?
-Jasne, załatwię to po naszym pseudo zerwaniu. - rozejrzał się po sali i dostrzegł, że kelner niesie jedzenie, ucieszył się z tego powodu niezmiernie.
Taa - daaa ;P Ledwo co zrobiłam mój comeback , a już się rozkręcam. Tak, żeby wyjaśnić, Demi jest moją idolką, kocham ją niezmiernie. To co się tu piszę, jest tylko rozkręceniem historii i zostało wymyślone na potrzeby bloga. Żadna z sytuacji zawartych w tym rozdziale nie zdarzyła się naprawdę (niestety ;p), a tym bardziej, nic co jest tu powiedziane, nie ma na celu obrażania żadnej znanej osoby. Hahaha ;p
A teraz na poważnie. W następnym rozdziale najprawdopodobniej pojawi się nowa postać, nie mam pojęcia na ile zostanie, ale szykujcie się na szokujące zdarzenia... (tam-dam-dam) Hahahaha... NIE ;D
Więc endżoj i gód najt, fenk ju wery macz ;p (odpierdaling - tak się dzieje, gdy spędzasz za dużo czasu z Car...)
Niall był niesamowicie punktualny. Przyszedł o czwartej, ani minuty później. Wsiedliśmy do samochodu i udaliśmy się do kina. Wybraliśmy jakiś ciekawy horror i ruszyliśmy na seans. Były takie momenty, w których się nieco bałam, ale tak odrobinkę, i złapałam Nialla za rękę, a on nie odmawiał, lecz trzymał moją dłoń w uścisku. Nie wiem dlaczego, ale cieszyłam się z tego powodu.
-Widzę, że nie jesteś aż taka twarda. - powiedział Niall, gdy wyszliśmy z kina.
-Co? Nieprawda... - zaprzeczałam.
-Złapałaś mnie za rękę kilka razy - mówił, próbując udowodnić sobie rację.
-No, dobra... może troszkę się przestraszyłam, ale tylko odrobinkę. - broniłam się. Niall się zaśmiał i spojrzał na mnie. Czułam się jakbym zapadała się w jego oczach i nie mam pojęcia dlaczego. - Nie wiem jak ty, ale ja umieram z głodu. Co powiesz na to, abyśmy poszli do jakiejś restauracji bądź knajpki w której wcale nie ma panny Demi Lovato i coś zjedli. - oderwałam się od cudnych oczu i przypomniałam sobie, dlaczego tak naprawdę tu przyszłam.
-Jasne, co powiesz na "Nando's"? Tam na pewno nie spotkamy Demi Lovato. - zaśmialiśmy się i pojechaliśmy do restauracji, ktrórą zaproponował Niall.
-Wybierzmy stolik najbliżej Demi. - odparłam, gdy już dotarliśmy na miejsce.
-Dobra... może ten? - zapytał wskazując na mały, dwuosobowy stolik na przeciwko jej stolika.
-Idealnie. Ty usiądziesz do niej tyłem, abym ja widziała jej twarz, będę ci mówiła co masz robić. -mówiłam, gdy szliśmy w stronę stolika.
-Dobra, to co zamawiamy... - spytał.
-A ty tylko o jedzeniu - powiedziałam chichocząc. - Ja poproszę szpinakowe spaghetti, a na deser ciasto czekoladowe z lodami. - zwróciłam się do kelnera.
-Ja poproszę lasagne i ten sam deser. - zamówił Niall
-Podać coś do picia? - zapytał kelner.
-Herbatę. - odparłam
-Dwa razy. - dodał Niall z uśmiechem.
-Demi ciągle tu zerka. - powiedziałam, gdy kelner już odszedł.
-Serio? - Niall się zarumienił - To dobrze, prawda?
-Dobrze? To świetnie. - uśmiechnęłam się do niego. - Teraz złap mnie za dłoń i mów mi jakieś komplementy, żebym się zarumieniła. - rzekłam otwarcie.
-D-dobrze. Więc... masz naprawdę ładne oczy i uśmiech. A twój śmiech jest naprawdę zaraźliwy. - mówił, trzymając mnie za rękę. Czułam jak płoną mi policzki. - Chyba wystarczy, juz się rumienisz - stwierdził.
-Tak, teraz zaśmiej się z tego co mówię. - Niall posłusznie wykonał polecenie. - Teraz spróbuj pogłaskać mnie po ramieniu i odgarnij mi włosy z twarzy. - czułam się, jakbym sterowała człowiekiem w simsach, bo Niall robił wszystko co mu kazałam. Spojrzałam na Demi, która już płaciła rachunek, ale jeszcze chciała chwilę zostać i dopić cokolwiek piła. - Teraz czas na ostatni krok. Pocałuj mnie.
-Czekaj! Co?! - wyraźnie był zaskoczony moją wypowiedzią.
-Chcesz tą dziewczynę, czy nie? - spytałam z determinacją w głosie. Chłopak przytaknął, po czym zbliżył się i pocałował mnie. Czułam jakby stado koni przebiegło mi po brzuchu... to chyba miały być motylki...Ale przecież nie powinnam, jest ten chłopak, który mi się podoba, ale w tej chwili jakoś zupełnie zapomniałam jak ma na imię... Otworzyłam oczy, by zobaczyć minę Demi, a ona wyszła, a raczej wybiegła z lokalu. 2:0 dla mnie.
-Podziałało? - spytał zniecierpliwiony Niall.
-I to jak! - uśmiechnęłam się - Na kolejnej pseudo randce pójdziemy na lody, pokłócimy się i zerwiemy. Pasuje ci taki układ?
-Jeżeli zadziała... to jestem za. - odparł niezbyt przekonany.
-Nie martw się, zadziała - zapewniłam go, ale tym się właśnie martwiłam... że zadziała. Przypomniałam sobie o Zaynie i o naszej umowie. - Niall, obiecałeś mi, że umówisz mnie z Zaynem, no to jak?
-Jasne, załatwię to po naszym pseudo zerwaniu. - rozejrzał się po sali i dostrzegł, że kelner niesie jedzenie, ucieszył się z tego powodu niezmiernie.
Taa - daaa ;P Ledwo co zrobiłam mój comeback , a już się rozkręcam. Tak, żeby wyjaśnić, Demi jest moją idolką, kocham ją niezmiernie. To co się tu piszę, jest tylko rozkręceniem historii i zostało wymyślone na potrzeby bloga. Żadna z sytuacji zawartych w tym rozdziale nie zdarzyła się naprawdę (niestety ;p), a tym bardziej, nic co jest tu powiedziane, nie ma na celu obrażania żadnej znanej osoby. Hahaha ;p
A teraz na poważnie. W następnym rozdziale najprawdopodobniej pojawi się nowa postać, nie mam pojęcia na ile zostanie, ale szykujcie się na szokujące zdarzenia... (tam-dam-dam) Hahahaha... NIE ;D
Więc endżoj i gód najt, fenk ju wery macz ;p (odpierdaling - tak się dzieje, gdy spędzasz za dużo czasu z Car...)
poniedziałek, 6 maja 2013
Liebster Award.
Nominacja
do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania
za “dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej
liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po
odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby,
która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o
tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię
nominował.
Mnie nominowała Caroline Adams. Dziękuję Ci za to ogromnie ;*
Tandetne pytania, ale kij ;p
Tak przy okazji, ponieważ nie sądzę, żeby można było nominować swojego bloga (w sensie, że jak się ma jeszcze jednego) to taka mała komercha na pożegnanie ;) Obczajcie mojego drugiego bloga, który nie jest o 1D. Czytajcie, komentujcie itd. ;p -> http://xteenagedirtbag.blogspot.com/
Fenk ju wery macz, i gód baj ;)
Mnie nominowała Caroline Adams. Dziękuję Ci za to ogromnie ;*
Nominuję :
http://reason-to-smilex.blogspot.com/
http://anotherworldcarrot.blogspot.com/
http://imaginezonedirection.blogspot.com/
No i to chyba tyle, przepraszam że tak mało ;/
Odp. na pytania. :
1. Lubię ich wszystkich tak samo, ale jak wybierać to Niall <3
2. Biały, Czarny, Fioletowy i Granatowy ;D
3. 15 luty
4. Yup ;p http://twitter.com/secretly_xx
5. Alicja lub po prostu Ala ;)
6. Moja przyjaciółka i jej blog o 1D
7. 1D,
Paramore,
Simple Plan,
My Chemical Romance,
Florence + The Machine,
RBD,
Demi Lovato,
Ed Sheeran ;
8.Directioner,
Lovatic,
Sheeranator,
Potterhead,
Tribute,
Gleek ; i jeszcze kilka ;p
9. Mam ;) http://ask.fm/alusiaxo
10. Bratek
11. Farba.
Moje pytania:
1. Ulubiony rodzaj muzyki?
2. Jak spędzasz czas wolny? (będę cię nawiedzać ;p)
3. Twitter ?
4. Imię ?
5. Ulubiony serial?
6. Ulubiony zespół/wokalista?
7. Gdzie najchętniej spędziłabyś wakacje?
8. Twoje motto?
9. Kogo z 1D lubisz najbardziej?
10. Dlaczego piszesz bloga?
11. Ulubiony kolor?
Tandetne pytania, ale kij ;p
Tak przy okazji, ponieważ nie sądzę, żeby można było nominować swojego bloga (w sensie, że jak się ma jeszcze jednego) to taka mała komercha na pożegnanie ;) Obczajcie mojego drugiego bloga, który nie jest o 1D. Czytajcie, komentujcie itd. ;p -> http://xteenagedirtbag.blogspot.com/
Fenk ju wery macz, i gód baj ;)
Rozdział 8. /i'm back. ;)
*Alice*
Siedziałam z Caroline i opowiadałam jej o mojej "randce" z Niallem.
-Szkoda, że jej nie widziałaś, normalne aż się gotowała w środku. - mówiłam ze śmiechem
-No dobra, dobra... Ale jaki był Niall? - pytała - Przecież to była wasza randka
-Pseudo randka - poprawiłam ją - Był miły i uroczy. A dziś mamy kolejną. Idziemy do kina, a potem coś zjeść. A przypadkiem spotkamy Demi. - powiedziałam z delikatnym naciskiem na drugi wyraz.
-Tylko nie spraw, żeby wybuchła. - zaśmiała się Car.
-Postaram się. A co ty dziś porabiasz? - spytałam.
-Wychodzę... z Louisem - odparła uśmiechając się lekko.
-Gratuluję... czyżby randka? - spojrzałam na zarumieniona twarz Car.
-A chcesz w twarz? - pokiwałam przecząco głową - No to masz odpowiedź. - Car wyraźnie się zestresowała moim pytaniem.
-Wybacz, wybacz... więc gdzie idziecie?
-Na kręgle i deser. - chciałam już spytać, czy wie o jaki deser mu chodzi... ale stwierdziłam, że nie będę jej denerwować.
-No, a o której się spotkacie? - spojrzałam na nią zaciekawiona.
-Za pół godziny. - stwierdziła spokojnie.
-Pół godziny?! Musisz się już przygotowywać - wstałam i podniosłam Car z kanapy - A teraz sio i zrób się na bóstwo. - uśmiechnęłam się i zagoniłam ją do jej pokoju. Z łazienki dobiegł mnie głos Car : - Czy Angie do ciebie dzwoniła z wakacji? - odpowiedziałam, że dzwoniła raz czy dwa i mówiła że się dobrze bawi.
Usłyszałam dryndanie mojej komórki. Wyciągnełam ją z kieszeni i zobaczyłam, że Niall przysłał SMS-a. Napisał : "Tylko dziś ubierz się ładnie. xx " zaśmiałam się, i odpisałam : "Nie martw się, nie wypadnę gorzej od ciebie. xx ". Po chwili znów przysłał wiadomość o treści : " Haha, wpadnę o 4, do zobaczenia." Jakby tak się zastanowić, to Niall jest bardzo fajny i miły, i ma naprawdę ładny uśmiech, a te jego oczy ... Stop! Nie myślimy o Niallu, przypomnij sobie, jakie Zayn ma śliczne oczy. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam, stał w nich Lou z małym kwiatuszkiem.
-Caroline, twoja randka już tu jest! - krzyknęłam - Cześć, Louis. - dodałam po chwili, już cichszym głosem.
-Hej... wiesz, że Car i ja nie idziemy na randkę to tylko taki przyjacielski wypad... - Lou próbował znaleźć wymówkę, ale widziałam, że się zarumienił. Nagle po schodach zeszła Caroline, podeszła do Louisa, który wręczył jej kwiatuszka.
-No dzieciaczki, wróćcie do domku o przyzwoitej porze! - odparłam, gdy wychodzili. Caroline spojrzała na mnie i wyszeptała "zabiję cię." - Narazie masz ważniejsze sprawy, pa pa, bawcie się dobrze. - tak wyglądała moja odpowiedź.
Gdy wyszli poszłam się przygotować do wyjścia. Tym razem ubrałam sukienkę <link>, co jest u mnie rzadkością, podkręciłam włosy na lokówce i nałożyłam tusz do rzęs. Teraz pozostało tylko czekać na godzinę czwartą.
*Caroline*
Dotarliśmy na kręgielnię. Od razu zabraliśmy się za grę. Dorównywałam Louisowi umiejętnościami, jednym słowem świetnie się bawiliśmy.
-Hehe... teraz to cię zmiotę. - powiedziałam wesoło, gdy udało mi się strącić wszystkie kręgle.
-Jeszcze się przekonamy. - odparł Lou i delikatnie przyciągnął mnie do siebie. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę, byłam niemal pewna, że mnie pocałuje. Bardzo tego chciałam. Ale Lou tylko jakby otrząsnął się z transu, wyglądał na trochę zakłopotanego. - Może lepiej będzie jak wrócimy do grania.
-Yhy... tak. - odparłam lekko zawiedziona.
No więc... Moja kochana Car poprosiła, żebym reaktywowała tego bloga, a ponieważ jestem grzeczną dziewczynką i b. dobrą przyjaciółką (i skromną jak cholera ;D), postanowiłam tak zrobić ;) Pomyślałam też, czy może nie zrobić tak, żebym zadawała wam kilka pytań dot. opowiadania, a wy będziecie mi pisać wasze opinie.
Moim pierwszym pytaniem jest: Co wy na to ? ;)
Siedziałam z Caroline i opowiadałam jej o mojej "randce" z Niallem.
-Szkoda, że jej nie widziałaś, normalne aż się gotowała w środku. - mówiłam ze śmiechem
-No dobra, dobra... Ale jaki był Niall? - pytała - Przecież to była wasza randka
-Pseudo randka - poprawiłam ją - Był miły i uroczy. A dziś mamy kolejną. Idziemy do kina, a potem coś zjeść. A przypadkiem spotkamy Demi. - powiedziałam z delikatnym naciskiem na drugi wyraz.
-Tylko nie spraw, żeby wybuchła. - zaśmiała się Car.
-Postaram się. A co ty dziś porabiasz? - spytałam.
-Wychodzę... z Louisem - odparła uśmiechając się lekko.
-Gratuluję... czyżby randka? - spojrzałam na zarumieniona twarz Car.
-A chcesz w twarz? - pokiwałam przecząco głową - No to masz odpowiedź. - Car wyraźnie się zestresowała moim pytaniem.
-Wybacz, wybacz... więc gdzie idziecie?
-Na kręgle i deser. - chciałam już spytać, czy wie o jaki deser mu chodzi... ale stwierdziłam, że nie będę jej denerwować.
-No, a o której się spotkacie? - spojrzałam na nią zaciekawiona.
-Za pół godziny. - stwierdziła spokojnie.
-Pół godziny?! Musisz się już przygotowywać - wstałam i podniosłam Car z kanapy - A teraz sio i zrób się na bóstwo. - uśmiechnęłam się i zagoniłam ją do jej pokoju. Z łazienki dobiegł mnie głos Car : - Czy Angie do ciebie dzwoniła z wakacji? - odpowiedziałam, że dzwoniła raz czy dwa i mówiła że się dobrze bawi.
Usłyszałam dryndanie mojej komórki. Wyciągnełam ją z kieszeni i zobaczyłam, że Niall przysłał SMS-a. Napisał : "Tylko dziś ubierz się ładnie. xx " zaśmiałam się, i odpisałam : "Nie martw się, nie wypadnę gorzej od ciebie. xx ". Po chwili znów przysłał wiadomość o treści : " Haha, wpadnę o 4, do zobaczenia." Jakby tak się zastanowić, to Niall jest bardzo fajny i miły, i ma naprawdę ładny uśmiech, a te jego oczy ... Stop! Nie myślimy o Niallu, przypomnij sobie, jakie Zayn ma śliczne oczy. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam, stał w nich Lou z małym kwiatuszkiem.
-Caroline, twoja randka już tu jest! - krzyknęłam - Cześć, Louis. - dodałam po chwili, już cichszym głosem.
-Hej... wiesz, że Car i ja nie idziemy na randkę to tylko taki przyjacielski wypad... - Lou próbował znaleźć wymówkę, ale widziałam, że się zarumienił. Nagle po schodach zeszła Caroline, podeszła do Louisa, który wręczył jej kwiatuszka.
-No dzieciaczki, wróćcie do domku o przyzwoitej porze! - odparłam, gdy wychodzili. Caroline spojrzała na mnie i wyszeptała "zabiję cię." - Narazie masz ważniejsze sprawy, pa pa, bawcie się dobrze. - tak wyglądała moja odpowiedź.
Gdy wyszli poszłam się przygotować do wyjścia. Tym razem ubrałam sukienkę <link>, co jest u mnie rzadkością, podkręciłam włosy na lokówce i nałożyłam tusz do rzęs. Teraz pozostało tylko czekać na godzinę czwartą.
*Caroline*
Dotarliśmy na kręgielnię. Od razu zabraliśmy się za grę. Dorównywałam Louisowi umiejętnościami, jednym słowem świetnie się bawiliśmy.
-Hehe... teraz to cię zmiotę. - powiedziałam wesoło, gdy udało mi się strącić wszystkie kręgle.
-Jeszcze się przekonamy. - odparł Lou i delikatnie przyciągnął mnie do siebie. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę, byłam niemal pewna, że mnie pocałuje. Bardzo tego chciałam. Ale Lou tylko jakby otrząsnął się z transu, wyglądał na trochę zakłopotanego. - Może lepiej będzie jak wrócimy do grania.
-Yhy... tak. - odparłam lekko zawiedziona.
No więc... Moja kochana Car poprosiła, żebym reaktywowała tego bloga, a ponieważ jestem grzeczną dziewczynką i b. dobrą przyjaciółką (i skromną jak cholera ;D), postanowiłam tak zrobić ;) Pomyślałam też, czy może nie zrobić tak, żebym zadawała wam kilka pytań dot. opowiadania, a wy będziecie mi pisać wasze opinie.
Moim pierwszym pytaniem jest: Co wy na to ? ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
