piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział 18. / comeback?

*Alice*
Minęło kilka dni, spędzonych na płaczu i bólu spowodowanym cukierkowymi czułościami między Niallem i Demi, oraz Car i Lou. Nie miałam nic przeciwko tym drugim ... Cieszyłam się z ich szczęścia, ale bolało mnie to, że często chodzili na podwójne randki z Irlandczykiem i Demi.  Car wiedziała o moich uczuciach i nie miała najmniejszej ochoty wybierać się nigdzie z Blondynem, ale Lou ją prosił. Musiałam to znosić.  Pewnego dnia Car opowiedziała Lou - jak się później dowiedziałam - o tym, że " zakochałam się w chłopaku, który ma dziewczynę i na pewno na mnie nie spojrzy ". Muszę jej podziękować za to, że teraz mam przez nią niską samoocenę. Mam w dupie co inni o mnie myślą, chyba że przyjaciele... i chyba, że chodzi o miłość, wtedy potrafię się nawet załamać.
Pewnego dnia Car ,po podwójnej randce, wpakowała się do domu jak oszalała, jakby dopadło ją poczucie winy. Nie miała ochoty ze mną rozmawiać i stwierdziłam że to podejrzane.
-Car? - nie odwróciła się. - Car spójrz na mnie! - nadal nie uzyskałam żadnej odpowiedzi. - Caroline co się dzieje do cholery!? - wykrzyczałam. Dopiero wtedy podniosłą głowę i zauważyłam na jej twarzy zakłopotanie i smutek. - Powiesz mi co się stało? - ściszyłam głos.
-Lou zapytał się mnie, czemu jesteś taka zdołowana. W obecności Nialla i Demi oczywiście.  I powiedziałam mu wszystko. - mówiłą spuszczając głowę.
-Co? Czekaj, co masz na myśli mówiąc " wszystko" ? - zapytałam spokojnie, chociaż czułam że za chwilę wybuchnę.
-No opowiedziałam, że zakochałaś się w takim chłopaku, ale on już ma dziewczynę i nie masz u niego szans... - przerwałam jej.
-No wielkie dzięki...  - sarkastycznie warknęłam.
-Przepraszam. - opuściła nieco głowę i kontynuowała - Wtedy Lou zapytał, czy oni mogą go znać, powiedziałam, że nie. I... i wtedy... Demi zaproponowała, żebyśmy ci kogoś poszukali, a ja się zgodziłam. - powiedziała na jednym oddechu. Szeptem dodała: - Tylko mnie nie bij...
-Nie mogę w to uwierzyć... To jest genialne! - wtedy na twarzy Caroline pojawił się uśmiech.
-Serio? - zapytała niedowierzając.
-Tak, jesteś niesamowita. W ten sposób będę mogła zapomnieć o Niallu... przynajmniej taką mam nadzieję.
Od razu wzięłyśmy się do szukania kandydatów. Znalazłyśmy kilku i postanowiłam umówić się z nimi wszystkimi na randkę. Postanowiłam także, że jutro pogodzę się z Demi, zrobię to, aby nie zniszczyć już resztki mojej przyjaźni z Niallem.
***
-Hej, Demi. - odparłam.
-Czego chcesz? - widocznie nie paliła się do rozmowy ze mną.
-Chcę cię przeprosić, za wszystko. - powiedziałam uśmiechając się - I chciałabym, abyśmy się pogodziły.
-Serio? - odparła z niepewnością.
-Tak. Jesteś naprawdę fajną dziewczyną i chciałabym, żebyś była moją przyjaciółką. - wyszczerzyłam zęby, ale szczerze.
-Chętnie Alice, naprawdę mi miło. - uśmiechnęła się i przytuliła mnie.
Czułam, że postąpiłam dobrze. Może nie będę znosić jej jako dziewczyny Nialla, ale jako Demi jest naprawdę w porządku. Przez następne 2 godziny rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się. Naprawdę dobrze się z nią bawiłam.



Hej ;* Napisałam taki tam sobie rozdział, bo miałam tycią wenę. Ogłaszam wszem i wobec, że po nowym roku mój blog będzie przepełniony nowymi postami. Postanowiłam, że zakończę go w momencie gdy większość rzeczy się rozwiąże. Może później wznowię go i zrobię coś w stylu 2 sezonu. Więc oczekujcie notki w nowy rok! Komentujcie, bo uwielbiam czytać wasze opinie itd. Kocham was ;*

czwartek, 12 września 2013

Rozdział 17 / krótka przerwa.

*Alice*
-Że co? - zapytałam zszokowana.
-No... wychodzę za mąż. - uśmiechnęła się Angie.
-Dobry żart, Ange. Przestań nas drażnić. - odparła Car.
-Ale ja nie żartuję. - Po tych słowach Car i ja znów zamarłyśmy - Opowiem wam wszystko, ale czy mogę najpierw usiąść?
-Jasne, rozgość się.  - odparłam - Napijesz się soku? - zapytałam po chwili. Angie kiwnęła twierdząco głową, po czym udałam się do kuchni. Wrócilam ze szklanką soku, położyłam ją na stoliku i przysiadłam się do dziewczyn. Angie zaczęła nam opowiadać o swoich wakacjach:
*Angie*
-Podczas mojego pobytu nad morzem odwiedziłam moją babcię. Spotkałam tam mojego starego znajomego Davida, który często się mną opiekował w dzieciństwie. Co wakacje przyjeżdżałam do babci i za każdym razem wychodziłam z Davem. Gdy dowiedziałam się że wyprowadzamy się do Anglii, byłam u babci. Pierwszą rzęczą którą zrobiłam, było pobiegnięcie do mojego przyjaciela. Łzy płynęły mi po policzkach wiedząc, że już nie zobaczę ani jego, ani ciebie - Alice.
-Aww, też cię kocham. - przerwała mi Al, i nasza trojka wybuchła śmiechem. - Kontynuuj skarbie. - zachęciła mnie.
-No wiec.. opowiadałam mu wszystko rzewnie płacząc. On cały czas mnie przytulał. Miałam wtedy 14 lat, a on 18. Nie wiem co mi wtedy strzeliło do głowy, ale go pocałowałam.  Jemu to nie przeszkadzało, odwzajemnił pocałunek. Była to moja pierwsza miłość. Gdy się żegnaliśmy, szepnęłam do niego "Nie zapomnij o mnie" odpowiedział mi tylko pocałunkiem.
-To urocze. - wzdychała Car.
-No i... nie widzieliśmy się od tamtej pory. Gdy go spotkałam, czułam się jakby tysiące motylków szalenie latało w moim brzuchu. Oczywiście natychmiast rzuciliśmy się sobie w ramiona. Spędzaliśmy ze sobą dużo czasu. Pewnego dnia powiedział mi, że mnie kocha i zawsze chce być ze mną. Oświadczył mi się, a ja się zgodziłam. - skończyłam opowiadać i spojrzałam na dziewczyny. Ich miny przypominały wzruszone kobiety w komediach romantycznych.
-Szczerze mówiąc... - zaczęła Alice - Na początku myślałam, że to trochę głupiutkie, aby wychodzić za mąż w twoim wieku, ale jeżeli jesteś pewna swojej decyzji i naprawdę go kochasz, to w stu procentach cię popieram. -uśmiechnęła się do mnie i wykonała gest rękoma, sugerując, że mam ją przytulić. Dziewczyny były zadowolone i cieszę się z tego powodu, są jednymi z najważniejszych osób. Kocham je i ważne jest dla mnie ich zdanie ...


A więc... po pierwsze: cieszę się niezmiernie z faktu, że w opowiadaniu będzie weselicho, bo dramatów nie zabraknie. SPOILER: Chłopcy chyba w końcu przyjadą do Polski! Hahaha ;p
Po drugie: Robię sobie krotką przerwę, aczkolwiek nie usuwam bloga. Przyznam szczerze, że powodem jest to, że brakuje mi weny do tego opowiadania. Nie będzie mnie przez jakiś czas, może 2 miesiące. W tym czasie możecie polecić mojego bloga znajomym, było by mi baardzo miło ;)
Po trzecie: Zachciało mi się założyć nowego bloga, więc to zrobiłam... -> http://deathly-secrets.blogspot.com/. Obczajcie sobie ;) Jest on inspirowany Pretty Little Liars i The Lying Game. Jeżeli znacie fanki książek, bądź seriali, to możecie im podesłać linka. Za niedługo pojawi się prolog. Jeżeli będę już coś pisała to wyląduje to właśnie tam.
Do zobaczenia za jakiś czas, kocham was ;*

wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 16. / info.

*Alice*
Starałam się być szczęśliwa. Car i Lou byli razem, byli szczęśliwi, a to uszczęśliwiało mnie. Jednak jedna rzecz... raczej osoba nie pozwalała mi być w pełni szczęśliwą... Niall. Patrzyłam sobie na niego i Demi... Wyglądają razem tak słodko, że aż od samego patrzenia dostaję cukrzycy i skacze mi cholesterol. Nie chcę być słaba. A właśnie taką czyni mnie Niall, za każdym razem gdy na mnie patrzy, a co dopiero gdy ze mną rozmawia. Nie! Nie mogę o nim myśleć. Teraz mam zamiar tylko być szczęśliwą singielką, która ma facetów w dupie. Usłyszałam trzaskanie drzwiami, kroki i śmiechy. Caroline wróciła z randki, albo przyprowadziła ją do domu. Zeszłam na dół w dresie, męskiej koszulce i skarpetkach - tak chodziłam ubrana od soboty. Na dole moje kochane dzieciaczki się obściskiwały... cieszę się, że są szczęśliwi, ale tych czułości jest chyba odrobinkę za dużo.
-Ugh... widzę was całujących się tak często, jak mój ekran w laptopie. Czyli baaaardzo często. - mówiłam ironicznie - Nawet nie jestem pewna czy Lou kiedykolwiek odkleja swoje usta od twoich... - dodałam po chwili.
-Ha, ha, ha... właśnie odkleił. - odparła Car, wyraźnie zmieszana moją wypowiedzią. - Al, chłopcy jadą na koncert za... no, pojutrze, więc chcę się nacieszyć towarzystwem Louisa.
-Nie wyjeżdżają przecież na wojnę! To tylko dwa dni...  - mówiłam uparcie - A zresztą... nie ważne. Zapomnij! - powiedziałam, czując się źle, za naskakiwanie na nią.
Położyłam się na kanapie i wpatrywałam w wyłączony ekran telewizora. Car pożegnała się z Lou, oczywiście nie obyło się bez całusa, czy dwóch. Przyjaciółka usiadła obok moich nóg, powiedziała, żebym usiadła. Usiadłam, a ona mnie przytuliła i mówiła, że wie jak jest mi ciężko i inne bzdury. Doceniałam to, ale przez to wychodziłam na osobę słabą, którą nigdy nie byłam. Podziękowałam, ale chciałam pobyć sama, więc poszłam do mojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko, jedna łza spłynęła po moim policzku, na więcej nie pozwoliłam, a moje myśli biegły przed siebie nie wiadomo dokąd.
*Caroline*
Dziś chłopcy pojechali na koncert. Co znaczy, że ja tęsknię za Lou... Al chyba ma rację, to się robi absurdalne. Nie moja wina, że ja się zakochałam w kimś, kto to uczucie odwzajemnia, a ona nie... Cofam to, nie powinnam była tak myśleć. Nagle w drzwiach pojawiła się Alice, cała w skowronkach.
-Co się stało? - zapytałam ją.
-Angie wróciła i chce się z nami spotkać. Wpadnie tu za 10 minut. - oznajmiła wesoło.
-Yay! To świetnie, tęskniłam za nią. - odparłam szczęśliwa.
Ogarnęłyśmy trochę  nasze pokoje i salon.  Nim się zorientowałyśmy minęło 10 minut. Rozległo się pukanie do drzwi. Z piskiem się powitałyśmy i przez kilka minut się tuliłyśmy. Byłyśmy szczęśliwe, w końcu Ange wróciła z miesięcznych wakacji. Pierwsze, co nam powiedziała to : "Wychodzę za mąż" i razem z Al zamarłyśmy.


Po pierwsze chciałabym przeprosić za nie dodawanie niczego przez jakiś czas. Z wakacji wróciłam jakiś miesiąc temu, ale nie miałam czasu, ani sił, aby cokolwiek dodać. Mam jeszcze jedną sprawę, a mianowicie... rozważam usunięcie bloga. Mam wiele pomysłów na historie na nowe blogi, ale nie mogłabym prowadzić ich za dużo. Na razie skupiam się na moim wspólnym blogu z Car http://alternatywnahistoriamagii.blogspot.com/ jest on o Harrym Potterze, chętnych zapraszam do czytania ;) Na razie to będzie tyle, chcę tylko powiedzieć, że mimo moich rozważań, dalej będę dodawała rozdziały, może w końcu stwierdzę, że nie chcę usuwać bloga, lub wręcz przeciwnie. Pożyjemy, zobaczymy. Kocham was i dziękuję za czytanie ;*

niedziela, 30 czerwca 2013

Rozdział 15.

*Alice*
Ze łzami w oczach wracałam do domu. Nie wiedziałam, że tak naprawdę go pokocham... Po ciemku nie mogłam trafić kluczem do zamka. W końcu otworzyłam drzwi i ujrzałam tam Caroline siedzącą z głową w kolanach. Podeszłam do niej, usłyszałam jak szlocha.
-Hej, wszystko w porządku? - zapytałam przez łzy.
-Nie, siedzę sobie tutaj, aby moje kolana przesiąkły wodą. A jak ci się wydaje? - odparła sarkastycznie.
-Wybacz, co się stało? - zapytałam ją troskliwie, powstrzymując wodospad łez.
-Pokłóciłam się z Lou. On tylko chciał być dobrym przyjacielem, być... być troskliwy, a ja... ja mu nawtykałam, że wtrąca się w moje życie, i ... - mówiła rzewnie płacząc. -  A co się stało z tobą? - zapytała, jakby dopiero teraz zauważyła, że płaczę.
-Chodzi o Nialla... ja naprawdę go kocham... a on... on jest teraz z Demi. - powiedziałam płacząc. - Jestem w rozsypce.... - powiedziałam i zaczęłam głośniej płakać.
-Nie powinnyśmy się tak przejmować facetami. - powiedziała Car, wycierając łzy.
-No, ale teraz mam taki nastrój... - odparłam smutno.
-Znam dobry sposób na poprawienie nastroju! - krzyknęła weselej, a ja spojrzałam na nią z miną "Jaki?" - Możemy zrobić sobie deser lodowy i obejrzeć jakąś komedię romantyczną.- zaproponowała.
-Taa, nie przejmujmy się, przytyjemy i żaden nie będzie nas chciał, a tak będzie najlepiej i wstąpimy do zakonu i ... - rozpędziłam się.
-No może nie od razu do zakonu, chyba, że feniksa... - obie wybuchnęłyśmy śmiechem. - Na pewno kiedyś spotkamy tych idealnych chłopaków... ale na razie jesteśmy młode i nie są nam potrzebni!
-W stu procentach się zgadzam. - powiedziałam i udałyśmy się do kuchni.
Wyciągnęłyśmy dwa okrągłe pudełka lodów, które były zjedzone tylko w 1/4. Caroline wzięła sorbet cytrynowy, a ja - pomarańczowy. Po kolei dodawałyśmy tam trochę żelków, polewy, Car - truskawkową,  ja - toffi. Dodałyśmy jeszcze trochę truskawek i malin i usiadłyśmy przed telewizorem i zaczęłyśmy oglądać "Angus, stringi i przytulanki" Minęło jakieś pół godziny dobrego żarcia i zabawy, gdy ktoś zapukał do drzwi.
-Kto tam?! - krzyknęłam.
-Tu Louis! Otwórz! Muszę porozmawiać z Caroline! - odpowiedział, również krzycząc. Wymieniłam porozumiewawcze spojrzenie z Car.
-Ona nie ma najmniejszej ochoty z tobą gadać, więc spadaj Lou!-odpowiedziałam, a po chwili dodałam - Nie moje słowa, jej!
-No błagam, tylko na chwilę! - odparł. Już wstawałam, a Car powiedziała szeptem "Błagam, nie rób tego". Odpowiedziałam jej, że przynajmniej jedna z nas musi sobie ułożyć życie miłosne i to na pewno nie będę ja. Otworzyłam Louisowi. Zauważył, że mam spuchnięte oczy i zaczął się mną przejmować. Nie chciałam mu mówić, więc po prostu mnie przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze.
W tym momencie coś głośno trzasnęło, i zobaczyłam Caroline zarumienioną, a u Jej stóp leżało pęknięte pudełko po lodach, które znajdowały się na panelach.
-Lou, zajmij się teraz Car, a ja pójdę po jakąś ścierkę. - powiedziałam lekko chichocząc. - Ale nie mam pojęcia ile mi to zajmie... czy jakieś 10 minut wystarczy. - Lou przytaknął głową. - Dobra dzieciaczki, bawcie się grzecznie. - mrugnęłam do nich i wyszłam.
*Caroline*
-Po co przyszedłeś? - zapytałam lodowatym tonem.
-Przepraszam. Nie powinienem być taki nadopiekuńczy. Chciałem być dobrym, troskliwym kumplem. Ale nie wyszło... - spuścił głowę i wpatrywał się w... Moje nogi?! Ok... nie wnikajmy...
-Ja jeszcze nie znalazłam tej ścierki! - dobiegł Nas z łazienki głos Alice.
-Nie bądź taki sztywny. Ja też odrobinę za ostro zareagowałam... Chociaż nie. Po prostu nie możesz być moim starszym bratem. Do brata nie czuje się czegoś więcej poza przyjaźnią. - mówiłam spokojnie, ale ciągle podnosiłam głos. Nagle zauważyłam co niechcący powiedziałam. Spuściłam głowę
-Nie krzycz! Wiem, że nie mogę być two... Czekaj! Co? - zdziwił się, po czym uniósł mój podbródek, spojrzał mi głęboko w oczy i jego usta delikatnie musnęły moje. - Ja też czuję coś więcej. - dodał, po czym znów nasze usta zamknęły się w pocałunku.
-No więc widzę, że się spisaliście ... - usłyszałam głos Al, za moimi plecami. Odwróciłam głowę w jej stronę. - Nie przerywajcie sobie przeze mnie. - Chichocząc obróciła się w kierunku schodów i podskakując weszła na górę. Odwróciłam się z powrotem do Louisa, zaśmialiśmy się, a on znów mnie pocałował.


Mój ulubiony rozdział. Jak wspominałam ostatnio pisałam go z Car. Mam nadzieję, że się podoba. Teraz takie krótkie info. Ponieważ wyjeżdżam na 2 tygodnie nad morze i prawdopodobnie nie będę miała internetu, to nie będę w stanie dodać kolejnych rozdziałów. Przepraszam, ale don't worry nadrobię ;)
Dziękuję za czytanie i miłych wakacji ;*

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział 14.

*Alice*
Nadeszła sobota. Dzień mojej randki z Zaynem... a także randki Nialla z Demi. Muszę o nim zapomnieć. Dzisiejszy dzień poświęcam Zaynowi. Spojrzałam na zegarek, była godzina 14:30. Caroline już wyszła z Lou, więc nie miałam co robić. Postanowiłam wziąć długą, odprężającą kąpiel.
*Caroline*
Wybraliśmy się z Lou na spacer. Rozmawialiśmy. Wytłumaczyłam mu, co było między Alice a Niallem. Było jak za dawnych czasów... no nie tak dawnych. Było jak przed poznaniem Xaviera. Wszystko by było w porządku gdyby nie Xavier. Właśnie usłyszałam jego głos, dobiegał on zza jakiegoś budynku, który był w trakcie budowy. Chciałam tam podejść i tak zrobiłam. Okazało się, że Lou miał rację. Xavier ćpał. Nie chciałam w to uwierzyć ...
-Hej, kochanie. Słuchaj... myślę, że powinnaś poznać moich przyjaciół - powiedział - To Jake, Nick i moja prze świetna przyjaciółka koka. - mówił jakby przedstawiał mi swoją rodzinę i uśmiechał się szeroko.
-Xavier, ty ćpasz? - byłam i wstrząśnięta i zmieszana.
-Nom, bejb. - odpowiadał, jakby wszystko miał gdzieś.
-W takim razie musisz wybrać... ja albo dragi. - spojrzałam na Lou, który był zupełnie spokojny, a na twarzy malowała się duma, pewnie dlatego, że miał rację, oraz odrobinka strachu.
-Słonko... we trójkę było by zabawniej. - zaśmiał się a koledzy mu w tym wtórowali.
-Nie! Ja albo koka... Albo wybiorę za ciebie. Zrywam z tobą. - odparłam... nie, krzyknęłam wzburzona.
-Zerwiemy, gdy ja będę chciał. - powiedział i zaczął się do mnie dobierać. Wtedy zainterweniował Lou. Xavier dostał po ryju... znaczy się mordzie... znaczy się twarzy. Louis powiedział mu, żeby się do mnie nie zbliżał, bo tego pożałuje. Odeszliśmy.
-Mówiłem ci, że on ćpa! - odparł zmartwiony, ze wzrokiem "A nie mówiłem?!"
-Nie musisz mi tego wypominać. Źle zrobiłam ufając gościowi, łapię.
-Tak, ale gdybyś mnie posłuchała wcześniej, to ...
-To co? Przestałbyś się wtrącać w moje życie? Sama poradziłabym sobie z Xavierem. A ty jedynie pogarszasz sprawy! - wkurzyłam się trochę...
-Ale gdyby nie ja, to byś prawdopodobnie nigdy nie wiedziała o tym że on bierze. - analizował Lou.
-Daruj sobie... Jakoś nie mam ochoty z tobą gadać. Wracam do domu, a ty rób co chcesz. - obróciłam się na pięcie i odeszłam. Lou jeszcze zawołał za mną, a ja jednoznacznie zaprezentowałam mu urok mojego środkowego palca.
*Alice*
Założyłam na siebie <klik>. Zayn zabrał mnie do restauracji. Był czarujący i miły. Rozmawialiśmy i w ogóle. Ale ja myślami byłam gdzie indziej. Ciągle przed oczami miałam obraz twarzy Nialla. Obecnie wszystko co słyszałam zlewało się w zwykłe "bla bla bla". Uświadomiłam sobie, że nie chcę być z nikim oprócz Nialla. Przeprosiłam Zayna, powiedziałam, że lepiej by było, jeżeli nadal będziemy tylko przyjaciółmi. Zapytał dlaczego. Odpowiedziałam mu, że kocham kogoś innego i muszę do niego iść zanim będzie za późno. Nie zatrzymywał mnie, więc wyszłam. Biegłam w kierunku Nando's. Buty mnie troszeczkę uwierały, więc je zdjęłam. Czułam na sobie spojrzenia innych ludzi. Miałam to gdzieś. Jedyne czego teraz pragnęłam było kilka ulic stąd i nie zatrzymywałam się nawet na chwilkę. Dobiegłam do Nando's. Założyłam buty, nie chciałam wyglądać żałośnie. Weszłam do środka, szukając wzrokiem Nialla. Zauważyłam go, siedział z Demi przy stoliku, ale nie wyglądało na to, żeby coś między nimi się działo. Chciałam do nich podejść, ale chwila... oni się całowali?! Łzy ukradkiem spływały po moim policzku, czułam jak moje serce się łamie. Nie mogę, nie w miejscu publicznym. Wciąż płacząc, wyszłam z restauracji i pojechałam taksówką do domku.


Taki troszkę smutny, ale go kocham :) POWODY:
1. Alice w końcu przyznała, że czuje coś do Nialla
2. Caroline pokazała pazurr ;)
Następny rozdział pisałam z Car, więc będzie ciekawy. Dziękuję, dobranoc ;*

środa, 19 czerwca 2013

Rozdział 13.

*Louis*
-Caroline! - zawołałem, gdy zauważyłem jej długie, brązowe włosy.
-Lou? Co się stało? - zapytała zdziwiona i nieco zmieszana. Potem dodała: - Widziałeś Xaviera? Nigdzie nie mogę go znaleźć.
-Ja go widziałem... - zacząłem.
-Gdzie? Może powinnam do niego iść...
-Posłuchaj mnie najpierw. Widziałem Xaviera za toaletą, gdzie był ze swoimi kolegami i... - złapałem głęboki oddech - ... i brał narkotyki.
-Co?! Lou, nie mam najmniejszej ochoty na twoje żarty. Daj mi spokój, proszę. - odparła, odwróciła się i powoli odeszła.
-Ale ... Caroline! - krzyknąłem, ale ona nawet nie zareagowała na dźwięk mojego głosu.
*Caroline*
Nie mogłam uwierzyć w to, co Lou mi powiedział. Nie wierzyłam, że jest zdolny do kłamstwa tylko dlatego, że nie polubił Xaviera. Moja złość była nie do opisania. Lecz jakiś głosik w mojej głowie mówił, że Louis ma rację, ale ignorowałam to. Teraz chciałam znaleźć tego Xaviera, którego poznałam w MSC, który zabrał mnie na przejażdżkę motorem i którego tak polubiłam...  Moje nogi prowadziły mnie w kierunek ... toalet ?! Czyżby serce pozwalało dominować rozumowi? No trudno, sprawdzić nie zaszkodzi. Zobaczyłam tam kilka chłopaków. Chciałam wierzyć, że nie ma w nich Xaviera, ale coś mi nie pozwalało. Podeszłam do nich bliżej i ... odetchnęłam z ulgą. Wśród nich go nie było. Znalazłam go przy fontannie, był dla mnie miły, jak dawniej. W tym momencie zaczęłam czuć coś do Lou... to była nienawiść.  Mimo radości, którą poczuła po znalezieniu mojego zielonookiego przystojniaka, jedyne co chciałam zrobić, to iść do domu.
W domu nie zaznałam spokoju. Przywlókł się Lou.
-O! Jesteś w domu... Czyli miałem rację! - powiedział na powitanie.
-Nie, nie miałeś racji. Nie wiem czemu, ale poszłam tam, gdzie mówiłeś i go nie było. Był przy fontannie jak się umówiliśmy. - mówiłam z frustracją w głosie-Ale jak to możliwe ... Może mi się przywidziało. Skoro był tam, gdzie twierdzisz... Wybacz. - odparł ze skruchą w głosie. Moje serce mówiło, by mu wybaczyć, ale rozum twierdził, że Lou jest świnią.
-Jasne, że ci wybaczę. - serce tym razem zdominowało rozum.
-Świetnie... co powiesz na to, abyśmy w sobotę gdzieś wyszli? - zapytał - Musisz spędzić trochę czasu z twoim świetnym przyjacielem.
-W sobotę umówiłam się z Xavierem... ale mogę odwołać. Tylko ten jeden raz. - uśmiechnęłam się do niego - Czy Alice może się z nami zabrać? Ostatnimi dniami ciągle siedzi w domu. - powiedziałam głośniej, aby Al usłyszała. Lou nie zdążył nic odpowiedzieć, bo w mgnieniu oka obok mnie stanęła Alice i zaczęła mówić.
-Jeżeli chcecie wiedzieć, to mam co robić w sobotę. Wybieram się na randkę z Zaynem, więc dzieciaczki mogą sobie wyjść same. - pierwsze zdanie wypowiedziała nerwowo, ale przy drugim zaczęła się uśmiechać i odeszła.
-To ona już nie chodzi z Niallem? - zmieszany chłopak spojrzał na mnie pytająco.
-Niall ci nie mówił? - chłopak pokiwał przecząco głową. - Długa historia... opowiem ci w sobotę. Do zobaczenia. - mówiłam zamykając drzwi.
-Do zobaczenia. - odparł zanim zamknęły się drzwi.


Ten rozdział bardzo mi się podoba ;) Mam nadzieję, że wam również. Nie będę się rozpisywać pod dzisiejszym postem, ale chcę tylko powiedzieć, że naprawdę dziękuję za czytanie. Oczywiście mam jedno pytanie : Jak myślicie, co się wydarzy?

piątek, 14 czerwca 2013

Rozdział 12.

*Caroline*
Xavier zabrał mnie na jarmark. Świetnie się bawiliśmy. Obżeraliśmy się watą cukrową, popcornem i żelkami. Zauważyłam znajomą sylwetkę podchodzącą w naszą stronę. To był Louis.
-Cześć Car... - przywitał się smętnym głosem.
-Hej... - patrzyłam na niego zmieszana.
-Jestem Xavier, miło mi. - Xav przerwał ciszę i skierował dłoń w stronę Lou.
-Cała przyjemność po mojej stronie. - odparł i podał mu rękę.
-Xavier poznaj Louisa i na odwrót. - przedstawiłam ich sobie. - Co tu robisz? - zwróciłam się do Louisa
-Przyszedłem tu z Harrym... Miała być tu jakaś dziewczyna, którą chciał zobaczyć... czy coś. - tłumaczył. - A z jakiego powodu wy tu jesteście? - zapytał zaciekawiony.
-Randka. - odpowiedział Xavier i złapał mnie w talii. Ja natomiast pocałowałam go w policzek.
-Aha... no to nie będę wam przeszkadzać. Na razie. - powiedział i odszedł.
*Alice*
Siedziałam na kanapie z laptopem na kolanach i oglądałam "Jak stracić chłopaka w 10 dni".  Nagle rozległo się głośne pukanie. Otworzyłam drzwi, stał w nich Niall.
-Hej... - przywitałam się z udawanym udawanym uśmiechem na twarzy.
-Udało się! - odparł wniebowzięty i zaczął mnie przytulać.
-Ale co się udało? - zapytałam zdziwiona.
-Umówiłem się z Demi na sobotę. Pójdziemy do Nandos - odpowiedział, gdy przestał mnie ściskać.
-Ale przecież dopiero co zerwaliśmy, znaczy się tak na niby, ale liczy się jako zerwanie. A ona już się do ciebie rwie?! - gadałam lekko oburzona - No wiesz... tak się nie powinno robić... - uspokoiłam się i ściszyłam głos.
-No i co z tego? Ja się cieszę. - mówił ciągle wesoły.
-Gratuluję... - rzekłam, starając się nie okazywać smutku.
-Umówiłem cię też z Zaynem... na sobotę. - spojrzał na mnie ze smajlem - Mówił, że wpadnie po ciebie o 18.
-No to się cieszę... - lekko się uśmiechnęłam i spojrzałam na Nialla.
-Dobra, to ja będę zmykał. Adios! - powiedział i poszedł. Zamknęłam drzwi i wróciłam do oglądania filmu, który jak nic w tytule przypominał moje życie.
*Caroline*
Xavier zaczął zachowywać się troszkę dziwnie. Był podenerwowany i trochę zazdrosny o Lou. Mówiłam mu, że nie ma po co, ale nie słuchał.
-Ja na chwilę pójdę się odlać czy coś zaraz wrócę. - powiedział.
-Jasne. Spotkamy się przy fontannie... - odparłam patrząc na niego nieco przestraszona.
-Tak, jasne. - rzekł i odszedł. Miałam złe przeczucie.
*Louis*
Nie chciało mi się wierzyć, że Caroline ma chłopaka... Najważniejsze, aby była szczęśliwa, wtedy ja też będę. Poszedłem szukać Harry'ego. Przechodząc obok toalet zauważyłem kilku facetów w tym chłopaka Car. Jak on miał na imię... Xavier? Mniejsza z tym. Przyglądałem mu się przez chwilę, coś mi się w nim nie podobało. Zbliżyłem się nieco, aby dostrzec co oni robią. Chwila... oni ćpają?! W tym momencie Xavier mnie zobaczył. Zaczął mi grozić, że mnie pobije jeżeli powiem o tym Caroline. Ba! Jeżeli się w ogóle do niej zbliżę. Już chciał spełnić swoją obietnicę, ale kilku chłopaków go przytrzymało i udało mi się zwiać. Jedyna myśl, która kłębiła mi się w głowie to : "Muszę o tym powiedzieć Car".


Po pierwsze: Przepraszam, że nie dodawałam rozdziału tak długo, ale musiałam się uczyć, bo poprawki ;) Mam nadzieję, że ten rozdział się spodoba.
Pytanko: Jak myślicie, co się stanie po tym jak Louis powie Car o tym co widział?