*Alice*
-Zayn, pomóż Al nieść tą torbę - rozkazała Caroline.
-Jasne, jasne - powiedział Zayn podnosząc torbę z moimi rzeczami.
-No więc. - zaczął Louis - Wracamy do domciu! - powiedział pieszczotliwie.
-Lou, nie jestem szczeniakiem. Możesz mówić normalnie. - powiedziałam sarkastycznie.
Wymieniliśmy
spojrzenia i zaśmialiśmy się lekko. Wyszliśmy z sali. Pożegnałam się z
pielęgniarkami, które się mną opiekowały i wyszłam z budynku
szpitalnego. Wsiedliśmy do siedmioosobowego samochodu. W podróży
podśpiewywaliśmy sobie różne piosenki i szybko dotarliśmy do domu. Mój
bagaż został eskortowany do środka i bezczelnie rzucony na podłogę przez
Nialla.
-Dobra chłopaki, jestem wam wdzięczna, ale jeżeli nie macie
nic przeciwko, chciałybyśmy zostać same i zrobić sobie taki babski
wieczór. -powiedziałam, starając się ich nie urazić.
-Taa, a może my chcieliśmy tu z wami posiedzieć? - powiedział Hazza.
-Ale to babski wieczór... -wtrąciła Caroline.
-No, a znasz moją siostrę bliźniaczkę Harriettę?? - zapytał składając usta w dzióbek i prostując ręką włosy.
-Taa,
coś mi mówi, że Harrietta będzie wolała posiedzieć z chłopcami, więc
papa. - powiedziałam, gdy wypraszałam chłopców z domu. Następnie
zwróciłam się do Car -Zaczynajmy dżamprę!!
Car roześmiała się i
podeszła do półki, na której znajdowały się nasze składanki. Wygrzebała
płytę z podpisem "LAME" i włączyła ją. Zaczęłyśmy tańczyć jak szalone,
skakać po kanapie, aż trudno to ubrać w słowa. Gdy już się zmęczyłyśmy
(co nastąpiło w miarę szybko) postanowiłyśmy zrobić deser lodowy i
obejrzeć sobie jakieś durne romansidła (nie obrażając przy tym
"Titanica", gdyż ten dramat romantyczny, jest najlepsiejszym romansem w
historii i nikt nie może się nie zgodzić, bo naślę Hazzę ;D) następnie
udać się do śpiworów i poplotkować troszeczkę o chłopcach, nie tylko
tych z 1D. Stwierdziłam, że Car i Lou muszą coś zrobić z faktem że mają
się ku sobie (tak,tak ja to widzę), za to ona powiedziała , że zrobi coś
aby Zayn się mną zainteresował. Rozmawiałyśmy tak, lecz w pewnym
momencie Car zasnęła, a biorąc pod uwagę to, że ma mocny sen,
postanowiłam jej narysować kocie wąsy na twarzy moją kredką do oczu.
Okazało się, że nad ranem, gdy ja słodko drzemałam, Car zachciało się
pić i poszła do kuchni. A że po drodze mamy lustro, to zobaczyła, co jej
na twarzy zmajstrowałam. Musiała się zemścić i markerem narysowała mi
męskie wąsy i okulary takie jak u Harrego Pottera.
-Wstawaj śpiochu!! - obudził mnie rano głos Louisa.
-Spadaj Lou! - odpowiedziałam przewracając się na drugi bok.
-Kanapka!! - krzyknęła Caroline i wszyscy rzucili się prosto na mnie (ja chyba miałam być chlebkiem ;D)
-Dobra,
dobra. Już wstaję. - powiedziałam z kwaśną miną na twarzy, po czym
wstałam i skierowałam się w stronę łazienki. Zamknęłam drzwi, spojrzałam
w lustro i dostałam mini-zawału gdy zobaczyłam co Car wymalowała mi na
twarzy. Przemyłam twarz wodą raz i zauważyłam, że jest pomazana
zmywalnym markerem. Gdy udało mi się zmyć "makijaż" umyłam zęby,
przebrałam się w bokserkę w paski i jasne jeansy, przygotowałam sobie
także moje czerwone conversy. Rozczesałam włosy, związałam je w warkocza
i mogłam wrócić do towarzystwa. Harry, Zayn i Lou rozsiadli się na
kanapie i grali na PlayStation, Niall grzebał nam w lodówce a Liam uciął
sobie pogawędkę z Car.
-To co będziemy dzisiaj robić? - skierowałam pytanie do Caroline.
-Pójdźmy do wesołego miasteczka! Proszę, proszę, proszęęu... - odpowiedziała niczym małe dziecko.
-Chętnie. Pamiętasz jak kiedyś byłyśmy w wesołym miasteczku i śmiałyśmy się jak opętane przez cały czas? -zaczęłam wspominać.
-Tak, miałyśmy wtedy po 13 lat. Było świetnie. - odparła przyjaciółka.
-Chcielibyście z nami pójść? - tym razem skierowałam pytanie do chłopców.
-Jasne! - odpowiedzieli chórem
-Liam jak chcesz, to zaproś Danielle. Będzie nam bardzo miło. - zachęciłam chłopaka.
-Napiszę
do niej... może się dołączy. - odpowiedział . Po czym wyjął komórkę i
wstukał kilka słówek i wysłał SMS-a do Dani. Odpowiedź przyszła szybko. -
Zgodziła się, zaraz tu będzie.
-Świetnie! - powiedziała Car. Na
Danielle nie czekaliśmy długo. Po jej przybyciu udaliśmy się do
samochodów. W jednym Liam, Dani, Niall i Zayn. w drugim ja, Car, Hazza i
Lou. No i ruszyliśmy ku zachodzącemu... khem... znaczy się ku wesołemu
miasteczku.
Mam nadzieję,
że moje opowiadanie się podoba ;D Koniec taki trochę głupiutki. Zdaję
sobie sprawę, że Danielle i Liam zerwali, ale jestem "Payzer Shipper"
więc u mnie są razem i to się nie zmieni. Koniec kropka. Amen.
sobota, 24 listopada 2012
niedziela, 18 listopada 2012
Rozdział 3.
*Alice*
Goniło mnie. To coś mnie goniło! Ilekroć próbowałam biec, czułam, że drętwieją mi nogi, a za każdym razem gdy chciałam zawołać o pomoc - odbierano mi mowę. Czułam się bezsilna. Było coraz bliżej. Niedaleko spostrzegłam Angie, patrzącą się na mnie z bananem na twarzy. Machałam, błagając o pomoc, lecz ona była obojętna. Uśmiechnęła się anielsko i wskazała palcem jakieś miejsce za mną. Obróciłam się, byłam przerażona i ... obudziłam się.
-Śnił ci się koszmar słoneczko? - zapytała ciepło pielęgniarka.
Kiwnęłam twierdząco głową. - Od kiedy tu jestem śnią mi się same koszmary - odparłam. W szpitalu byłam już trzeci tydzień. Codziennie przychodziła Carolinie, Ange starała się przychodzić często, moi rodzice rozmawiali ze mną przez skype, a chłopcy odwiedzali mnie gdy mieli wolna chwilę.
-Napewno humor ci się poprawi, gdy coś zjesz. A zaraz przyjdzie twoja koleżanka, więc nie będzie ci się nudzić.
-Tak ma pani rację. - wydusiłam
-Dobrze , więc ty wcinaj, a ja wrócę później. Smacznego! - odparła wesoło , po czym wyszła.
Zabrałam się za jedzenie. Ktokolwiek widział jak jem, na pewno pomyślał, że głodzono mnie przez przynajmniej tydzień. Chwilę później do sali weszła Car, niosąc pod pachą nie wielkie pudełko.
-Hej! Jak się czujesz? - zapytała z troską w głosie.
-Hej. Czuję się świetnie. Zastanawia mnie, kiedy będę mogła wrócić do domu. -odpowiedziałam. - Od kiedy tu jestem śnią mi się koszmary - dodałam smutno.
-Nie martw się, za niedługo cię wypiszą. Jeżeli w jakiś sposób cię to rozweseli, mogę się dowiedzieć, kiedy to "niedługo" będzie - odparła z nutką humoru.
-Tak byłabym wdzięczna.
-Dobra, no to zaraz wracam. - rzekła wychodząc.
Jest świetną przyjaciółką. Nie mam pojęcia co bym bez niej zrobiła. Car, mimo tego , że nie pamiętałam jej tak dobrze jak Angie, przejmuje się mną bardziej niż ktokolwiek. Mówi mi wszystko, nawet najwredniejsze rzeczy, które kiedyś sobie robiłyśmy. Miałam w niej nie przyjaciółkę, lecz siostrę.
-Rozmawiałam z lekarzem, najprawdopodobniej wypiszą cię za 3 dni. - głos Caroline przerwał moje rozmyślanie.
-Yaay! W końcu! Pierwszą rzeczą którą zrobię, będzie ubranie się w te głupie ciuszki, które kupiłyśmy jakieś 2 miesiące temu i tańczenie w nich do jakiejś lamerskiej piosenki, tak jak robiłyśmy na każdym nocowaniu. Potem obejrzymy sobie tonę filmów i będziemy się napychać niezdrowym żarciem. No a później ... - zagalopowałam się gdy Car mi przerwała.
-Czekaj! Nie mówiłam ci o naszych tradycjach związanych z nocowaniami, a tym bardziej o ciuchach które kupiłyśmy 2 miesiące temu!! Czy to znaczy, że wróciła ci pamięć? - zapytała.
-Pamiętam większość rzeczy, najmniej o chłopcach. Ale wciąż, jakiś postęp... - odparłam nieco podekscytowana.
-Jakiś?! Żartujesz sobie? To jest mega postęp! - wrzasnęła i zaczęła mnie dusić... znaczy się przytulać.
-Car! - wydusiłam - Dusisz mnie!
-Przepraszam, no ale nie dziw się. Jestem szczęśliwa. Poczekaj chwilę, pójdę gdzieś zadzwonić. - rzekła.
-Gdzieś? Czyżby do pana Louisa? - powiedziałam sugerując więcej niż było potrzeba. Car chwyciła poduszkę leżącą na fotelu, a następnie cisnęła ją w mnie, a ja nie przestawałam się śmiać. Caroline wyszła.
*Caroline*
Alice zawsze tak mówi, gdy chodzi o chłopaka, który choć trochę mi się podoba. To trochę wkurzające, ale taka już jest. Grzebałam w torebce, w celu znalezienia telefonu. Jak na złość, gdy czegoś potrzebuję, nie mogę tego znaleźć. Znalazłam go, od razu wystukałam numer .
-Louis? - krzyknęłam do słuchawki
-Tak, Caroline. Mogłabyś mówić ciszej? - usłyszałam jego głos
-Jasne, sorry. Nie zgadniesz co się stało! -zaczęłam i nie dałam mu nawet dojść do słowa -Al wróciła pamięć! -krzyknęłam - Znaczy się : Al wróciła pamięć! -powiedziałam tym razem szepcząc.
-Cieszę się. Powiem chłopakom, zaraz przyjedziemy!- powiedział wesolutko
-Jest jeden problem, Alice nie pamięta wszystkiego. Właściwie wszystko oprócz was. Właściwie, pamięta was, ale najmniej. - tłumaczyłam
-Nic nie szkodzi. I tak przyjedziemy. -odparł Lou.
-Okay, powiem Al, na pewno się ucieszy. Bye. - powiedziałam i się rozłączyłam.
Zmierzałam w kierunku sali.
*Alice*
Car wróciła i obwieściła , że odwiedzą mnie chłopcy. Rozmawiałyśmy później tak przez 20 minut, gdy chłopcy weszli do sali. Bawiliśmy się świetnie, przez jakieś 3 godziny, później pojechali do domu, razem z Caroline. Czułam się jak najszczęśliwsza osoba pod słońcem.
Ten rozdział jakoś mi nie wyszedł ;/ A ja zapominam dodawać ich w terminie, choć i tak pewnie tylko maKAROn ;* je czyta ;D Ale jestem jej wdzięczna za to. Kocham cię normalnie ;D
Goniło mnie. To coś mnie goniło! Ilekroć próbowałam biec, czułam, że drętwieją mi nogi, a za każdym razem gdy chciałam zawołać o pomoc - odbierano mi mowę. Czułam się bezsilna. Było coraz bliżej. Niedaleko spostrzegłam Angie, patrzącą się na mnie z bananem na twarzy. Machałam, błagając o pomoc, lecz ona była obojętna. Uśmiechnęła się anielsko i wskazała palcem jakieś miejsce za mną. Obróciłam się, byłam przerażona i ... obudziłam się.
-Śnił ci się koszmar słoneczko? - zapytała ciepło pielęgniarka.
Kiwnęłam twierdząco głową. - Od kiedy tu jestem śnią mi się same koszmary - odparłam. W szpitalu byłam już trzeci tydzień. Codziennie przychodziła Carolinie, Ange starała się przychodzić często, moi rodzice rozmawiali ze mną przez skype, a chłopcy odwiedzali mnie gdy mieli wolna chwilę.
-Napewno humor ci się poprawi, gdy coś zjesz. A zaraz przyjdzie twoja koleżanka, więc nie będzie ci się nudzić.
-Tak ma pani rację. - wydusiłam
-Dobrze , więc ty wcinaj, a ja wrócę później. Smacznego! - odparła wesoło , po czym wyszła.
Zabrałam się za jedzenie. Ktokolwiek widział jak jem, na pewno pomyślał, że głodzono mnie przez przynajmniej tydzień. Chwilę później do sali weszła Car, niosąc pod pachą nie wielkie pudełko.
-Hej! Jak się czujesz? - zapytała z troską w głosie.
-Hej. Czuję się świetnie. Zastanawia mnie, kiedy będę mogła wrócić do domu. -odpowiedziałam. - Od kiedy tu jestem śnią mi się koszmary - dodałam smutno.
-Nie martw się, za niedługo cię wypiszą. Jeżeli w jakiś sposób cię to rozweseli, mogę się dowiedzieć, kiedy to "niedługo" będzie - odparła z nutką humoru.
-Tak byłabym wdzięczna.
-Dobra, no to zaraz wracam. - rzekła wychodząc.
Jest świetną przyjaciółką. Nie mam pojęcia co bym bez niej zrobiła. Car, mimo tego , że nie pamiętałam jej tak dobrze jak Angie, przejmuje się mną bardziej niż ktokolwiek. Mówi mi wszystko, nawet najwredniejsze rzeczy, które kiedyś sobie robiłyśmy. Miałam w niej nie przyjaciółkę, lecz siostrę.
-Rozmawiałam z lekarzem, najprawdopodobniej wypiszą cię za 3 dni. - głos Caroline przerwał moje rozmyślanie.
-Yaay! W końcu! Pierwszą rzeczą którą zrobię, będzie ubranie się w te głupie ciuszki, które kupiłyśmy jakieś 2 miesiące temu i tańczenie w nich do jakiejś lamerskiej piosenki, tak jak robiłyśmy na każdym nocowaniu. Potem obejrzymy sobie tonę filmów i będziemy się napychać niezdrowym żarciem. No a później ... - zagalopowałam się gdy Car mi przerwała.
-Czekaj! Nie mówiłam ci o naszych tradycjach związanych z nocowaniami, a tym bardziej o ciuchach które kupiłyśmy 2 miesiące temu!! Czy to znaczy, że wróciła ci pamięć? - zapytała.
-Pamiętam większość rzeczy, najmniej o chłopcach. Ale wciąż, jakiś postęp... - odparłam nieco podekscytowana.
-Jakiś?! Żartujesz sobie? To jest mega postęp! - wrzasnęła i zaczęła mnie dusić... znaczy się przytulać.
-Car! - wydusiłam - Dusisz mnie!
-Przepraszam, no ale nie dziw się. Jestem szczęśliwa. Poczekaj chwilę, pójdę gdzieś zadzwonić. - rzekła.
-Gdzieś? Czyżby do pana Louisa? - powiedziałam sugerując więcej niż było potrzeba. Car chwyciła poduszkę leżącą na fotelu, a następnie cisnęła ją w mnie, a ja nie przestawałam się śmiać. Caroline wyszła.
*Caroline*
Alice zawsze tak mówi, gdy chodzi o chłopaka, który choć trochę mi się podoba. To trochę wkurzające, ale taka już jest. Grzebałam w torebce, w celu znalezienia telefonu. Jak na złość, gdy czegoś potrzebuję, nie mogę tego znaleźć. Znalazłam go, od razu wystukałam numer .
-Louis? - krzyknęłam do słuchawki
-Tak, Caroline. Mogłabyś mówić ciszej? - usłyszałam jego głos
-Jasne, sorry. Nie zgadniesz co się stało! -zaczęłam i nie dałam mu nawet dojść do słowa -Al wróciła pamięć! -krzyknęłam - Znaczy się : Al wróciła pamięć! -powiedziałam tym razem szepcząc.
-Cieszę się. Powiem chłopakom, zaraz przyjedziemy!- powiedział wesolutko
-Jest jeden problem, Alice nie pamięta wszystkiego. Właściwie wszystko oprócz was. Właściwie, pamięta was, ale najmniej. - tłumaczyłam
-Nic nie szkodzi. I tak przyjedziemy. -odparł Lou.
-Okay, powiem Al, na pewno się ucieszy. Bye. - powiedziałam i się rozłączyłam.
Zmierzałam w kierunku sali.
*Alice*
Car wróciła i obwieściła , że odwiedzą mnie chłopcy. Rozmawiałyśmy później tak przez 20 minut, gdy chłopcy weszli do sali. Bawiliśmy się świetnie, przez jakieś 3 godziny, później pojechali do domu, razem z Caroline. Czułam się jak najszczęśliwsza osoba pod słońcem.
Ten rozdział jakoś mi nie wyszedł ;/ A ja zapominam dodawać ich w terminie, choć i tak pewnie tylko maKAROn ;* je czyta ;D Ale jestem jej wdzięczna za to. Kocham cię normalnie ;D
niedziela, 11 listopada 2012
Rozdział 2.
*Alice*
Otworzyłam oczy. Znajdowałam się w jasnym pomieszczeniu. Zobaczyłam siedem znajomych mi twarzy.
-Gdzie jestem? - zapytałam Angie.
- W szpitalu słońce. - powiedziała pielęgniarka - Miałaś wypadek, potrącił cię samochód.
-Byłam z Angie na spacerze, prawda?
-Tak, jestem tu. - odpowiedziała wymieniona. - Wszyscy jesteśmy.
-Wszyscy?-spojrzałam na Nią zdziwiona.
-Ja, Caroline i chłopaki. Strasznie się o Ciebie martwiliśmy!!! Na szczęście nic Ci nie jest. Nie masz pojęcia...-zaczęła tłumaczyć.
-Ekhm... Angie? Kim są "Caroline i chłopaki"? - spytałam zdezorientowana.
-Pacjentka ma zanik pamięci - wtrąciła pielęgniarka. - Ale nie jest to stała amnezja, po pewnym czasie na pewno wszystko sobie przypomni. Na razie pamięta osoby , które były z nią na kilka chwil przed wypadkiem.
-Nie pamiętasz nas? - zapytała Caroline z niedowierzaniem.
Spojrzałam na wszystkich po kolei. - Niestety ...
Z jej oczu popłynęły łzy. Car wybiegła z sali. Za nią pobiegł Louis.
*Caroline*
Poczułam zapach jego perfum. Przytulił mnie. Nie przestawałam płakać, byłam na prawdę zraniona.
-Przyjaźnimy się od zawsze, a teraz ona o mnie zapomniała . - rzekłam łamiącym się głosem.
-Hej, nie martw się. - spojrzał na mnie Lou. - Pielęgniarka powiedziała, że nie jest to stała amnezja. Na pewno sobie ciebie przypomni.
Za wszelką cenę starał się mnie pocieszyć. Delikatnie pocałował mnie w czoło, pomógł mi wstać i wrócilismy na salę.
*Alice*
Weszli na salę. Zauważyłam, że twarz Caroline rozpromieniła się. Poczułam taką jakby radość z tego powodu, wiedziałam, że musi być dla mnie kimś bardzo ważnym.
-Kim tak właściwie dla mnie jesteś?- zapytałam, uśmiechając się do niej ciepło.
-Przyjaźnimy się od dziecka. - zaczęła smętnie - Gdy byłyśmy w przedszkolu, jakiś chłopczyk mi dokuczał, wtedy podeszłaś i walnęłaś mu z liścia... - roześmiała się dziewczyna. - Od tamtego czasu jesteśmy nierozłączne. Razem przeżywałyśmy nasze pierwsze miłości, pocałunki. Byłyśmy ... mam nadzieję , że wciąż jesteśmy, jak siostry. - dokończyła.
- Na pewno tak będzie, gdy przypomnę sobie coś więcej. - uśmiechnęłam się przyjaźnie. - Masz może jakieś zdjęcia, na których jesteśmy obie? - zapytałam z nadzieją w głosie.
-Tak, mam kilka na telefonie. - wyjęła z kieszeni telefon i zaczęła coś wyszukiwać. Podała mi iPhona.
Było tam mnóstwo naszych zdjęć. Kilka z wycieczki w góry, kilkanaście z koncertu, kilkadziesiąt zrobionych dla żartów, nie zabrakło też wspólnych zdjęć z "chłopakami"
-To jeszcze nic, więcej mamy w domu. - odparła
-My razem mieszkamy? - zapytałam zdziwiona. - Naprawdę musimy być jak siostry. - uśmiechnęłam się do Caroline , która odwzajemniła smajla.
- O tobie już coś wiem... - spojrzałam na Car. - Ale o "chłopakach" praktycznie niczego. - odparłam. - Więc, może każdy mi się przedstawi i coś powie o sobie i naszych relacjach. - zaproponowiałam.
-Ja jestem Harry, lubię ... - zaciął się wysoki chłopak z burzą loków. - spędzać czas z moimi przyjaciółmi, a ty jesteś jedną z nich. - Uśmiechnął się i zauważyłam jego cudne dołeczki.
-Ja mam na imię Liam, chętnie surfuję i tak jak Hazza, lubię przebywać z moimi przyjaciółmi. My też jesteśmy przyjaciółmi - odparł przystojny chłopak .
-A ja nazywam się Zayn. Często mówię "VAS HAPPENIN", przyjaźnimy się. - rzekł wysoki brunet z brązowymi oczami.
-Czyli wszyscy jesteśmy przyjaciółmi- zapytałam chłopców, którzy pokiwali twierdząco głowami. Wskazałam brązowowłosego chłopaka z bluzką w paski - A ty ?
-Louis. Lubię marchewki i Harrego - odpowiedział uśmiechnięty i rozśmieszył wszystkich.
Ostatni wypowiedział się blondyn.
-Jestem Niall,jestem Irlandczykiem i lubię jeść. A my jesteśmy przyjaciółmi, ale często sobie dokuczamy ... - odparł
- A więc miło mi was wszystkich poznać ... po raz drugi. - Dodałam lekko zdezorientowana.
Do sali wparowała pielęgniarka i oznajmiła wszystkim, że godziny odwiedzin się skończyły i goście muszą wyjść. Pożegnaliśmy się serdecznie, Car wychodząc powiedziała, że jutro też wpadną. Było mi trochę smutno, że muszą już iść. Zmęczona położyłam się spać, czekając z niecierpliwością na następną wizytę.
Przepraszam, że nie dodałam rozdziału wczoraj, ale nie miałam zbytnio dostępu do komputera. Wiem, że ten rozdział zbyt udany nie jest, ale da się czytać, prawda? Cieszę się, że znajdą się osoby, które czytają moje amatorskie opowiadania, jestem wam wdzięczna.
Otworzyłam oczy. Znajdowałam się w jasnym pomieszczeniu. Zobaczyłam siedem znajomych mi twarzy.
-Gdzie jestem? - zapytałam Angie.
- W szpitalu słońce. - powiedziała pielęgniarka - Miałaś wypadek, potrącił cię samochód.
-Byłam z Angie na spacerze, prawda?
-Tak, jestem tu. - odpowiedziała wymieniona. - Wszyscy jesteśmy.
-Wszyscy?-spojrzałam na Nią zdziwiona.
-Ja, Caroline i chłopaki. Strasznie się o Ciebie martwiliśmy!!! Na szczęście nic Ci nie jest. Nie masz pojęcia...-zaczęła tłumaczyć.
-Ekhm... Angie? Kim są "Caroline i chłopaki"? - spytałam zdezorientowana.
-Pacjentka ma zanik pamięci - wtrąciła pielęgniarka. - Ale nie jest to stała amnezja, po pewnym czasie na pewno wszystko sobie przypomni. Na razie pamięta osoby , które były z nią na kilka chwil przed wypadkiem.
-Nie pamiętasz nas? - zapytała Caroline z niedowierzaniem.
Spojrzałam na wszystkich po kolei. - Niestety ...
Z jej oczu popłynęły łzy. Car wybiegła z sali. Za nią pobiegł Louis.
*Caroline*
Poczułam zapach jego perfum. Przytulił mnie. Nie przestawałam płakać, byłam na prawdę zraniona.
-Przyjaźnimy się od zawsze, a teraz ona o mnie zapomniała . - rzekłam łamiącym się głosem.
-Hej, nie martw się. - spojrzał na mnie Lou. - Pielęgniarka powiedziała, że nie jest to stała amnezja. Na pewno sobie ciebie przypomni.
Za wszelką cenę starał się mnie pocieszyć. Delikatnie pocałował mnie w czoło, pomógł mi wstać i wrócilismy na salę.
*Alice*
Weszli na salę. Zauważyłam, że twarz Caroline rozpromieniła się. Poczułam taką jakby radość z tego powodu, wiedziałam, że musi być dla mnie kimś bardzo ważnym.
-Kim tak właściwie dla mnie jesteś?- zapytałam, uśmiechając się do niej ciepło.
-Przyjaźnimy się od dziecka. - zaczęła smętnie - Gdy byłyśmy w przedszkolu, jakiś chłopczyk mi dokuczał, wtedy podeszłaś i walnęłaś mu z liścia... - roześmiała się dziewczyna. - Od tamtego czasu jesteśmy nierozłączne. Razem przeżywałyśmy nasze pierwsze miłości, pocałunki. Byłyśmy ... mam nadzieję , że wciąż jesteśmy, jak siostry. - dokończyła.
- Na pewno tak będzie, gdy przypomnę sobie coś więcej. - uśmiechnęłam się przyjaźnie. - Masz może jakieś zdjęcia, na których jesteśmy obie? - zapytałam z nadzieją w głosie.
-Tak, mam kilka na telefonie. - wyjęła z kieszeni telefon i zaczęła coś wyszukiwać. Podała mi iPhona.
Było tam mnóstwo naszych zdjęć. Kilka z wycieczki w góry, kilkanaście z koncertu, kilkadziesiąt zrobionych dla żartów, nie zabrakło też wspólnych zdjęć z "chłopakami"
-To jeszcze nic, więcej mamy w domu. - odparła
-My razem mieszkamy? - zapytałam zdziwiona. - Naprawdę musimy być jak siostry. - uśmiechnęłam się do Caroline , która odwzajemniła smajla.
- O tobie już coś wiem... - spojrzałam na Car. - Ale o "chłopakach" praktycznie niczego. - odparłam. - Więc, może każdy mi się przedstawi i coś powie o sobie i naszych relacjach. - zaproponowiałam.
-Ja jestem Harry, lubię ... - zaciął się wysoki chłopak z burzą loków. - spędzać czas z moimi przyjaciółmi, a ty jesteś jedną z nich. - Uśmiechnął się i zauważyłam jego cudne dołeczki.
-Ja mam na imię Liam, chętnie surfuję i tak jak Hazza, lubię przebywać z moimi przyjaciółmi. My też jesteśmy przyjaciółmi - odparł przystojny chłopak .
-A ja nazywam się Zayn. Często mówię "VAS HAPPENIN", przyjaźnimy się. - rzekł wysoki brunet z brązowymi oczami.
-Czyli wszyscy jesteśmy przyjaciółmi- zapytałam chłopców, którzy pokiwali twierdząco głowami. Wskazałam brązowowłosego chłopaka z bluzką w paski - A ty ?
-Louis. Lubię marchewki i Harrego - odpowiedział uśmiechnięty i rozśmieszył wszystkich.
Ostatni wypowiedział się blondyn.
-Jestem Niall,jestem Irlandczykiem i lubię jeść. A my jesteśmy przyjaciółmi, ale często sobie dokuczamy ... - odparł
- A więc miło mi was wszystkich poznać ... po raz drugi. - Dodałam lekko zdezorientowana.
Do sali wparowała pielęgniarka i oznajmiła wszystkim, że godziny odwiedzin się skończyły i goście muszą wyjść. Pożegnaliśmy się serdecznie, Car wychodząc powiedziała, że jutro też wpadną. Było mi trochę smutno, że muszą już iść. Zmęczona położyłam się spać, czekając z niecierpliwością na następną wizytę.
Przepraszam, że nie dodałam rozdziału wczoraj, ale nie miałam zbytnio dostępu do komputera. Wiem, że ten rozdział zbyt udany nie jest, ale da się czytać, prawda? Cieszę się, że znajdą się osoby, które czytają moje amatorskie opowiadania, jestem wam wdzięczna.
xoxo, secretly.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)