niedziela, 30 czerwca 2013

Rozdział 15.

*Alice*
Ze łzami w oczach wracałam do domu. Nie wiedziałam, że tak naprawdę go pokocham... Po ciemku nie mogłam trafić kluczem do zamka. W końcu otworzyłam drzwi i ujrzałam tam Caroline siedzącą z głową w kolanach. Podeszłam do niej, usłyszałam jak szlocha.
-Hej, wszystko w porządku? - zapytałam przez łzy.
-Nie, siedzę sobie tutaj, aby moje kolana przesiąkły wodą. A jak ci się wydaje? - odparła sarkastycznie.
-Wybacz, co się stało? - zapytałam ją troskliwie, powstrzymując wodospad łez.
-Pokłóciłam się z Lou. On tylko chciał być dobrym przyjacielem, być... być troskliwy, a ja... ja mu nawtykałam, że wtrąca się w moje życie, i ... - mówiła rzewnie płacząc. -  A co się stało z tobą? - zapytała, jakby dopiero teraz zauważyła, że płaczę.
-Chodzi o Nialla... ja naprawdę go kocham... a on... on jest teraz z Demi. - powiedziałam płacząc. - Jestem w rozsypce.... - powiedziałam i zaczęłam głośniej płakać.
-Nie powinnyśmy się tak przejmować facetami. - powiedziała Car, wycierając łzy.
-No, ale teraz mam taki nastrój... - odparłam smutno.
-Znam dobry sposób na poprawienie nastroju! - krzyknęła weselej, a ja spojrzałam na nią z miną "Jaki?" - Możemy zrobić sobie deser lodowy i obejrzeć jakąś komedię romantyczną.- zaproponowała.
-Taa, nie przejmujmy się, przytyjemy i żaden nie będzie nas chciał, a tak będzie najlepiej i wstąpimy do zakonu i ... - rozpędziłam się.
-No może nie od razu do zakonu, chyba, że feniksa... - obie wybuchnęłyśmy śmiechem. - Na pewno kiedyś spotkamy tych idealnych chłopaków... ale na razie jesteśmy młode i nie są nam potrzebni!
-W stu procentach się zgadzam. - powiedziałam i udałyśmy się do kuchni.
Wyciągnęłyśmy dwa okrągłe pudełka lodów, które były zjedzone tylko w 1/4. Caroline wzięła sorbet cytrynowy, a ja - pomarańczowy. Po kolei dodawałyśmy tam trochę żelków, polewy, Car - truskawkową,  ja - toffi. Dodałyśmy jeszcze trochę truskawek i malin i usiadłyśmy przed telewizorem i zaczęłyśmy oglądać "Angus, stringi i przytulanki" Minęło jakieś pół godziny dobrego żarcia i zabawy, gdy ktoś zapukał do drzwi.
-Kto tam?! - krzyknęłam.
-Tu Louis! Otwórz! Muszę porozmawiać z Caroline! - odpowiedział, również krzycząc. Wymieniłam porozumiewawcze spojrzenie z Car.
-Ona nie ma najmniejszej ochoty z tobą gadać, więc spadaj Lou!-odpowiedziałam, a po chwili dodałam - Nie moje słowa, jej!
-No błagam, tylko na chwilę! - odparł. Już wstawałam, a Car powiedziała szeptem "Błagam, nie rób tego". Odpowiedziałam jej, że przynajmniej jedna z nas musi sobie ułożyć życie miłosne i to na pewno nie będę ja. Otworzyłam Louisowi. Zauważył, że mam spuchnięte oczy i zaczął się mną przejmować. Nie chciałam mu mówić, więc po prostu mnie przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze.
W tym momencie coś głośno trzasnęło, i zobaczyłam Caroline zarumienioną, a u Jej stóp leżało pęknięte pudełko po lodach, które znajdowały się na panelach.
-Lou, zajmij się teraz Car, a ja pójdę po jakąś ścierkę. - powiedziałam lekko chichocząc. - Ale nie mam pojęcia ile mi to zajmie... czy jakieś 10 minut wystarczy. - Lou przytaknął głową. - Dobra dzieciaczki, bawcie się grzecznie. - mrugnęłam do nich i wyszłam.
*Caroline*
-Po co przyszedłeś? - zapytałam lodowatym tonem.
-Przepraszam. Nie powinienem być taki nadopiekuńczy. Chciałem być dobrym, troskliwym kumplem. Ale nie wyszło... - spuścił głowę i wpatrywał się w... Moje nogi?! Ok... nie wnikajmy...
-Ja jeszcze nie znalazłam tej ścierki! - dobiegł Nas z łazienki głos Alice.
-Nie bądź taki sztywny. Ja też odrobinę za ostro zareagowałam... Chociaż nie. Po prostu nie możesz być moim starszym bratem. Do brata nie czuje się czegoś więcej poza przyjaźnią. - mówiłam spokojnie, ale ciągle podnosiłam głos. Nagle zauważyłam co niechcący powiedziałam. Spuściłam głowę
-Nie krzycz! Wiem, że nie mogę być two... Czekaj! Co? - zdziwił się, po czym uniósł mój podbródek, spojrzał mi głęboko w oczy i jego usta delikatnie musnęły moje. - Ja też czuję coś więcej. - dodał, po czym znów nasze usta zamknęły się w pocałunku.
-No więc widzę, że się spisaliście ... - usłyszałam głos Al, za moimi plecami. Odwróciłam głowę w jej stronę. - Nie przerywajcie sobie przeze mnie. - Chichocząc obróciła się w kierunku schodów i podskakując weszła na górę. Odwróciłam się z powrotem do Louisa, zaśmialiśmy się, a on znów mnie pocałował.


Mój ulubiony rozdział. Jak wspominałam ostatnio pisałam go z Car. Mam nadzieję, że się podoba. Teraz takie krótkie info. Ponieważ wyjeżdżam na 2 tygodnie nad morze i prawdopodobnie nie będę miała internetu, to nie będę w stanie dodać kolejnych rozdziałów. Przepraszam, ale don't worry nadrobię ;)
Dziękuję za czytanie i miłych wakacji ;*

1 komentarz: