*Alice*
Starałam się być szczęśliwa. Car i Lou byli razem, byli szczęśliwi, a to uszczęśliwiało mnie. Jednak jedna rzecz... raczej osoba nie pozwalała mi być w pełni szczęśliwą... Niall. Patrzyłam sobie na niego i Demi... Wyglądają razem tak słodko, że aż od samego patrzenia dostaję cukrzycy i skacze mi cholesterol. Nie chcę być słaba. A właśnie taką czyni mnie Niall, za każdym razem gdy na mnie patrzy, a co dopiero gdy ze mną rozmawia. Nie! Nie mogę o nim myśleć. Teraz mam zamiar tylko być szczęśliwą singielką, która ma facetów w dupie. Usłyszałam trzaskanie drzwiami, kroki i śmiechy. Caroline wróciła z randki, albo przyprowadziła ją do domu. Zeszłam na dół w dresie, męskiej koszulce i skarpetkach - tak chodziłam ubrana od soboty. Na dole moje kochane dzieciaczki się obściskiwały... cieszę się, że są szczęśliwi, ale tych czułości jest chyba odrobinkę za dużo.
-Ugh... widzę was całujących się tak często, jak mój ekran w laptopie. Czyli baaaardzo często. - mówiłam ironicznie - Nawet nie jestem pewna czy Lou kiedykolwiek odkleja swoje usta od twoich... - dodałam po chwili.
-Ha, ha, ha... właśnie odkleił. - odparła Car, wyraźnie zmieszana moją wypowiedzią. - Al, chłopcy jadą na koncert za... no, pojutrze, więc chcę się nacieszyć towarzystwem Louisa.
-Nie wyjeżdżają przecież na wojnę! To tylko dwa dni... - mówiłam uparcie - A zresztą... nie ważne. Zapomnij! - powiedziałam, czując się źle, za naskakiwanie na nią.
Położyłam się na kanapie i wpatrywałam w wyłączony ekran telewizora. Car pożegnała się z Lou, oczywiście nie obyło się bez całusa, czy dwóch. Przyjaciółka usiadła obok moich nóg, powiedziała, żebym usiadła. Usiadłam, a ona mnie przytuliła i mówiła, że wie jak jest mi ciężko i inne bzdury. Doceniałam to, ale przez to wychodziłam na osobę słabą, którą nigdy nie byłam. Podziękowałam, ale chciałam pobyć sama, więc poszłam do mojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko, jedna łza spłynęła po moim policzku, na więcej nie pozwoliłam, a moje myśli biegły przed siebie nie wiadomo dokąd.
*Caroline*
Dziś chłopcy pojechali na koncert. Co znaczy, że ja tęsknię za Lou... Al chyba ma rację, to się robi absurdalne. Nie moja wina, że ja się zakochałam w kimś, kto to uczucie odwzajemnia, a ona nie... Cofam to, nie powinnam była tak myśleć. Nagle w drzwiach pojawiła się Alice, cała w skowronkach.
-Co się stało? - zapytałam ją.
-Angie wróciła i chce się z nami spotkać. Wpadnie tu za 10 minut. - oznajmiła wesoło.
-Yay! To świetnie, tęskniłam za nią. - odparłam szczęśliwa.
Ogarnęłyśmy trochę nasze pokoje i salon. Nim się zorientowałyśmy minęło 10 minut. Rozległo się pukanie do drzwi. Z piskiem się powitałyśmy i przez kilka minut się tuliłyśmy. Byłyśmy szczęśliwe, w końcu Ange wróciła z miesięcznych wakacji. Pierwsze, co nam powiedziała to : "Wychodzę za mąż" i razem z Al zamarłyśmy.
Po pierwsze chciałabym przeprosić za nie dodawanie niczego przez jakiś czas. Z wakacji wróciłam jakiś miesiąc temu, ale nie miałam czasu, ani sił, aby cokolwiek dodać. Mam jeszcze jedną sprawę, a mianowicie... rozważam usunięcie bloga. Mam wiele pomysłów na historie na nowe blogi, ale nie mogłabym prowadzić ich za dużo. Na razie skupiam się na moim wspólnym blogu z Car http://alternatywnahistoriamagii.blogspot.com/ jest on o Harrym Potterze, chętnych zapraszam do czytania ;) Na razie to będzie tyle, chcę tylko powiedzieć, że mimo moich rozważań, dalej będę dodawała rozdziały, może w końcu stwierdzę, że nie chcę usuwać bloga, lub wręcz przeciwnie. Pożyjemy, zobaczymy. Kocham was i dziękuję za czytanie ;*
Rozdział Boski. tylko proszę nie usuwaj bloga, jest genialny. Czekam na next'a <3 :*
OdpowiedzUsuń