niedziela, 18 listopada 2012

Rozdział 3.

*Alice*
Goniło mnie. To coś mnie goniło! Ilekroć próbowałam biec, czułam, że drętwieją mi nogi, a za każdym razem gdy chciałam zawołać o pomoc - odbierano mi mowę. Czułam się bezsilna. Było coraz bliżej. Niedaleko spostrzegłam Angie, patrzącą się na mnie z bananem na twarzy.  Machałam, błagając o pomoc, lecz ona była obojętna. Uśmiechnęła się anielsko i wskazała palcem jakieś miejsce za mną. Obróciłam się, byłam przerażona i ... obudziłam się.
-Śnił ci się koszmar słoneczko? - zapytała ciepło pielęgniarka.
Kiwnęłam twierdząco głową. - Od kiedy tu jestem śnią mi się same koszmary - odparłam.  W szpitalu byłam już trzeci tydzień.  Codziennie przychodziła Carolinie, Ange starała się przychodzić często, moi rodzice rozmawiali ze mną przez skype, a chłopcy odwiedzali mnie gdy mieli wolna chwilę.
-Napewno humor ci się poprawi, gdy coś zjesz. A zaraz przyjdzie twoja koleżanka, więc nie będzie ci się nudzić.
-Tak ma pani rację. - wydusiłam
-Dobrze , więc ty wcinaj, a ja wrócę później. Smacznego! - odparła wesoło , po czym wyszła.
Zabrałam się za jedzenie. Ktokolwiek widział jak jem, na pewno pomyślał, że głodzono mnie przez przynajmniej tydzień. Chwilę później do sali weszła Car, niosąc pod pachą nie wielkie pudełko.
-Hej! Jak się czujesz? - zapytała z troską w głosie.
-Hej. Czuję się świetnie. Zastanawia mnie, kiedy będę mogła wrócić do domu. -odpowiedziałam. - Od kiedy tu jestem śnią mi się koszmary - dodałam smutno.
-Nie martw się, za niedługo cię wypiszą. Jeżeli w jakiś sposób cię to rozweseli, mogę się dowiedzieć, kiedy to "niedługo" będzie - odparła z nutką humoru.
-Tak byłabym wdzięczna.
-Dobra, no to zaraz wracam. - rzekła wychodząc.
Jest świetną przyjaciółką. Nie mam pojęcia co bym bez niej zrobiła. Car, mimo tego , że nie pamiętałam jej tak dobrze jak Angie, przejmuje się mną bardziej niż ktokolwiek.  Mówi mi wszystko, nawet najwredniejsze rzeczy, które kiedyś sobie robiłyśmy. Miałam w niej nie przyjaciółkę, lecz siostrę.
-Rozmawiałam z lekarzem, najprawdopodobniej wypiszą cię za 3 dni. - głos Caroline przerwał moje rozmyślanie.
-Yaay! W końcu! Pierwszą rzeczą którą zrobię, będzie ubranie się w te głupie ciuszki, które kupiłyśmy jakieś 2 miesiące temu i tańczenie w nich do jakiejś lamerskiej piosenki, tak jak robiłyśmy na każdym nocowaniu. Potem obejrzymy sobie tonę filmów i będziemy się napychać niezdrowym żarciem. No a później ... - zagalopowałam się gdy Car mi przerwała.
-Czekaj! Nie mówiłam ci o naszych tradycjach związanych z nocowaniami, a tym bardziej o ciuchach które kupiłyśmy 2 miesiące temu!! Czy to znaczy, że wróciła ci pamięć? - zapytała.
-Pamiętam większość rzeczy, najmniej o chłopcach. Ale wciąż, jakiś postęp... - odparłam nieco podekscytowana.
-Jakiś?! Żartujesz sobie? To jest mega postęp! - wrzasnęła i zaczęła mnie dusić... znaczy się przytulać.
-Car! - wydusiłam - Dusisz mnie!
-Przepraszam, no ale nie dziw się. Jestem szczęśliwa. Poczekaj chwilę, pójdę gdzieś zadzwonić. - rzekła.
-Gdzieś? Czyżby do pana Louisa? - powiedziałam sugerując więcej niż było potrzeba. Car chwyciła poduszkę leżącą na fotelu, a następnie cisnęła ją w mnie, a ja nie przestawałam się śmiać. Caroline wyszła.
*Caroline*
Alice zawsze tak mówi, gdy chodzi o chłopaka, który choć trochę mi się podoba. To trochę wkurzające, ale taka już jest. Grzebałam w torebce, w celu znalezienia telefonu. Jak na złość, gdy czegoś potrzebuję, nie mogę tego znaleźć. Znalazłam go, od razu wystukałam numer .
-Louis? - krzyknęłam do słuchawki
-Tak, Caroline. Mogłabyś mówić ciszej? - usłyszałam jego głos
-Jasne, sorry. Nie zgadniesz co się stało! -zaczęłam i nie dałam mu nawet dojść do słowa -Al wróciła pamięć! -krzyknęłam - Znaczy się : Al wróciła pamięć! -powiedziałam tym razem szepcząc.
-Cieszę się. Powiem chłopakom, zaraz przyjedziemy!- powiedział wesolutko
-Jest jeden problem, Alice nie pamięta wszystkiego. Właściwie wszystko oprócz was. Właściwie, pamięta was, ale najmniej. - tłumaczyłam
-Nic nie szkodzi. I tak przyjedziemy. -odparł Lou.
-Okay, powiem Al, na pewno się ucieszy. Bye. - powiedziałam i się rozłączyłam.
Zmierzałam w kierunku sali.
*Alice*
Car wróciła i obwieściła , że odwiedzą mnie chłopcy. Rozmawiałyśmy później tak przez 20 minut, gdy chłopcy weszli do sali. Bawiliśmy się świetnie, przez jakieś 3 godziny, później pojechali do domu, razem z Caroline. Czułam się jak najszczęśliwsza osoba pod słońcem.



Ten rozdział jakoś mi nie wyszedł ;/ A ja zapominam dodawać ich w terminie, choć i tak pewnie tylko maKAROn ;* je czyta ;D Ale jestem jej wdzięczna za to. Kocham cię normalnie ;D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz